Mała “rewolucja” w Montreal Canadiens
Poprzedni sezon miał być dla drużyny Montreal Canadiens okresem sukcesów uświetniających setną rocznicę powstania klubu. Jak wszyscy dobrze pamiętamy, wcale nie było różowo. Zmiana trenera w trakcie rozgrywek, sprawa braci Kostitsyn i wreszcie klęska w play-off sprawiły, że w Montrealu mało kto będzie miło wspominał zakończone rozgrywki. Generalny menedżer Canadiens Bob Gainey, postanowił przed sezonem 2009/10 dokonać przebudowy zespołu. Zmiany rozpoczęły się od stanowiska trenera. Wakat objął Jacques Martin.
Następnie, zajęto się wymianą składu, efektem czego w barwach drużyny z Montrealu nie zobaczymy m.in. dwóch zawodników, którzy w ubiegłym sezonie stanowili o jej sile. Alexei Kovalev przeniósł się do Ottawy, natomiast Saku Koivu postanowił wybrać ofertę Anaheim Ducks. Szczególnie strata Koivu jest bolesna dla fanów Canadiens, bowiem sympatyczny Fin był ikoną Canadiens w XXI wieku. Montreal opuścili także Mike Komisarek i Chris Higgins. Komisarek zasilił odwiecznego rywala z Toronto, natomiast Higgins powędrował do New York Rangers. Wciąż nie jest pewna przyszłość graczy takich jak Patrice Brisebois, Alex Tanguay, Mathieu Dandenault, Tom Kostopoulos, Francois Bouillon czy też Robert Lang. Każdy z nich jest wolnym agentem i ma możliwość prowadzenia negocjacji z innymi zespołami. Jest jeszcze grupa zastrzeżonych wolnych agentów, a wśród nich m.in. Tomas Plekanec, Guillaume Latendresse, Matt D’Agostini czy Kyle Chipchura. Myślę, że Gainey będzie chciał zatrzymać w Montrealu min. 4–5 graczy z całej grupy wolnych agentów.
Pora napisać kilka słów o wzmocnieniach. Początkowo wiele osób zastanawiało się nad sensem sprowadzenia do drużyny Scotta Gomeza. Zawodnik ten ma za sobą mało udany sezon w New York Rangers, co więcej “ciągnie się za nim” bardzo wysoki kontrakt. Gomez to świetny playmaker, lecz aby być jak najbardziej efektywnym potrzebuje dopasowanych do niego partnerów w ataku. I o takich zadbał Bob Gainey. Brian Gionta i Mike Cammalieri mają wszelkie predyspozycje ku temu, aby zdobyć po 30–40 goli w sezonie. Jeżeli trener Martin zdecyduje się umieścić ich w jednej linii, możemy być świadkami narodzin zabójczej dla rywali formacji. GM Canadiens zadbał także o wzmocnienie obrony. Do drużyny dołączył świeżo upieczony mistrz NHL, Hal Gill. Ma on za zadanie zapełnić lukę powstałą po odejściu Mike Komisarka. Sprowadzono także Jaroslava Spacka oraz Paula Marę. Nie są to może megagwiazdy, ale na pewno solidni zawodnicy, prezentując dobry poziom. Ich obecność w zespole znacznie podniesie poziom rywalizacji wśród defensorów o miejsce w meczowej szóstce.
Warto wspomnieć także o młodych zawodnikach, którzy wkrótce mogą stanowić o sile Canadiens. Bardzo dobrze zapowiada się obrońca P.K.Subban, gwiazda drużyny Belleville Bulls. Jest także Max Pacioretty, który w tym sezonie powinien dostać nieco więcej szans pokazania swoich umiejętności. Niewykluczone, że w trakcie treningów przed sezonem pojawi się ktoś, kto zasłuży na debiut w NHL. Trudno przypuszczać aby był to wybrany z nr 18 tegorocznego draftu Louis Leblanc. Zawodnik ten zbiera bardzo dobre recenzje, ale NHL to dla niego w tym momencie zdecydowanie za wysokie progi. Być może za 2–3 sezony będzie mógł rozpocząć swoją karierę w barwach “les Habitants”.
Reasumując, jak na razie, sezon 2009/10 zapowiada się dla popularnych “Habs” bardzo ciekawie. Na pewno będzie inny niż poprzedni — a czy lepszy? Wydaje mi się że tak. Jeżeli Jacques Martin potwierdzi swoje umiejętności trenerskie i poukłada Canadiens w jedną spójną całość, to drużyna ta znów może znaleźć się w czołówce.
