Ciekawa noc za oceanem

18 września, 2009 (11:34) | NHL | By: Wojciech Świerkot

Kolejna noc pre­se­saon za nami — było cie­ka­wie, bez dwóch zdań. Zacznę od me­czu Maple Leafs (jak może być ina­czej :D ), z Philadelphia Flyers (4–0). Ron Wilson wy­sta­wił mocno ofen­sywny skład, po­zo­sta­wia­jąc na ławce ta­kich gra­czy jak Colton Orr, Garnet Exelby, Wayne Primeau, Francois Beauchemin czy Andre Devaux. Najlepiej za­re­ago­wał na to Nazem Kadri, który ma­jąc na skrzy­dłach Niklasa Hagmana (fan­ta­styczny mecz) i Lee Stempniaka, spi­sy­wał się o wiele le­piej niż dzień wcze­śniej. Dużo zdro­wia zo­sta­wiła na lo­dzie “wschod­nia li­nia” w skła­dzie Kulemin — Grabovski — Ponikarovsky. Szczególnie Mikhail Grabovski ro­bił co mógł, aby udo­wod­nić wszyst­kim, że Maple Leafs mają gra­czy na tzw. “top six”. Nieco sła­biej za­grała “li­nia NCAA”, ale my­ślę, że Ci za­wod­nicy są już po pro­stu tro­chę zmę­czeni. Licząc tur­niej w Kitchener, to było ich 6 spo­tka­nie w ciągu 11 dni — je­śli do­damy do tego pracę na obo­zach przy­go­to­waw­czych, mają prawo do słab­szego spo­tka­nia. Ostatnia for­ma­cja (Ondrus — Wallin — Rosehill) po­ka­zała sporo do­brej gry de­fen­syw­nej. Obrońcy i bram­ka­rze za­grali bar­dzo po­prawne spo­tka­nie, czego do­wo­dem jest liczba 0 na kon­cie Flyers. Słuszność de­cy­zji o usta­wie­niu ich w jed­nej pa­rze po­twier­dzili Mike Komisarek i Tomas Kaberle — to działa, i w se­zo­nie przy­nie­sie wiele korzyści.

W Calgary, gdzie miej­scowi Flames po­ko­nali New York Islanders. W trak­cie spo­tka­nia do­szło do spo­rej bi­ja­tyki (na­wet z udzia­łem bram­ka­rzy, Biron i Kiprusoff wy­mie­nili kilka cio­sów), któ­rej przy­czyną był ostry atak cia­łem Diona Phaneufa na za­wod­nika Islanders — Kyle Okposo. Skrzydłowy “Wyspiarzy” zo­stał za­brany do szpi­tala, gdzie stwier­dzono u niego wstrząs mó­zgu. Gospodarze wy­grali 5–4 po rzu­tach kar­nych, a de­cy­du­jącą bramkę zdo­był nie kto inny jak Theo Fleury.

Ciekawie było także w Montrealu, gdzie “nowi Habs” zmie­rzyli się z Florida Panthers. Gospodarze wy­grali 3–2, w czym wy­dat­nie po­mo­gli im nowi za­wod­nicy — Scott Gomez (gol) oraz Mike Cammalieri (gol). Cieszy po­wrót do gry obrońcy Panthers, Briana Allena. Zawodnik ten w ubie­głym se­zo­nie opu­ścił 80 spo­tkań z po­wodu kontuzji.

W Waszyngotnie, miej­scowi Capitals po­ko­nali po do­grywce Buffalo Sabres 4–3. Gola na wagę zwy­cię­stwa zdo­był pod­czas gry w prze­wa­dze Brian Pothier. Co cie­kawe, Sabres przez 59 mi­nut i 20 se­kund spo­tka­nia nie otrzy­mali żad­nego wy­klu­cze­nia. W ostat­niej mi­nu­cie naj­pierw na Jonas Enrotha a na­stęp­nie na Mike’a Weber zo­stały na­ło­żone kary. Jak się to skoń­czyło, pi­sa­łem kilka zdań wy­żej. Trener go­spo­da­rzy Bruce Boudreau stwier­dził “do­sta­li­śmy oka­zję i ją wy­ko­rzy­sta­li­śmy” — prawda ja­kie to pro­ste? ;)

Powodów do za­do­wo­le­nia nie mieli ki­bice w Atlancie. Thrashers ule­gli bo­wiem na lo­do­wi­sku w Nashville dru­ży­nie Predators aż 0–5. Duże wra­że­nie na ob­ser­wa­to­rach zro­bił de­biu­tant Colin Wilson, który zdo­był gola i asy­sto­wał przy dwóch innych.

Matt Duchene, wy­brany z nu­me­rem trze­cim w draf­cie, po raz pierw­szy za­pre­zen­to­wał się ki­bi­com w Denver. Jego wy­stęp trudno na­zwać osza­ła­mia­ją­cym, ale wszystko jesz­cze przed nim. Avalanche po­ko­nali 3–1 Dallas Stars, i było to pierw­sze zwy­cię­stwo Joe Sacco w roli tre­nera Colorado. Niezły wy­stęp za­no­to­wał nowy bram­karz Avalanche — Craig Anderson.

Kilka dni po pod­pi­sa­niu lu­kra­tyw­nego kon­traktu z Vancouver, Roberto Luongo po­ja­wił się mię­dzy słup­kami bramki Canucks. Bronił przez dwie ter­cje za­trzy­mu­jąc 19 strza­łów za­wod­ni­ków Anaheim Ducks. W trze­ciej ter­cji zmie­nił go Cory Schneider, który nie chciał być gor­szy i także obro­nił wszyst­kie ude­rza­nia Ducks (w tym m.in. rzut karny wy­ko­ny­wany przez Todda Marchant). Zawodnicy Canucks wy­ka­zali się nieco więk­szą sku­tecz­no­ścią niż ich ry­wale i po go­lach Aarona Rome, Kevina Bieksy i Steve’a Bernier po­ko­nali Anaheim 3–0. W bar­wach Ducks za­de­biu­to­wał ich nowy na­by­tek Justin Pogge, który w trak­cie me­czu zmie­nił na bramce Jean-Sebastien Giguere.

Występująca w mocno eks­pe­ry­men­tal­nym ze­sta­wie­niu dru­żyna San Jose Sharks po­ko­nała Los Angeles Kings 2–1, de­cy­du­jący cios za­da­jąc w se­rii rzu­tów kar­nych. W skła­dzie San Jose zna­la­zło się tylko 7 gra­czy, któ­rzy grali w ubie­głym se­zo­nie. Nie było także no­wej gwiazdy Sharks, Dany Heatley’a. Z do­brej strony po­ka­zał się go­al­ke­eper Kings, Jonathan Quick. Wracając do San Jose — do­syć cie­kawe za­pro­sze­nie na mecz przy­go­to­wali ich spe­cja­li­ści od PR… z resztą, zo­bacz­cie sami

Wojciech Świerkot

Wojciech Świerkot


rocz­nik ’85, z wy­kształ­ce­nia po­li­to­log i dzien­ni­karz, za­wo­dowo zaj­muje się mar­ke­tin­giem, a jego naj­więk­szą pa­sją jest .….… ho­kej na lo­dzie — to tak w wiel­kim skró­cie. Prywatnie ki­bi­cuję KH Sanok i Toronto Maple Leafs.