Kontrowersje w Sanoku
Udało się urwać punkt liderowi.… niestety, tylko jeden. Można powiedzieć, że mecz Ciarko KH Sanok z GKS Tychy rozpoczął się planowo — od prowadzenia GKS-u 2–0. Sanoczanie, podobnie jak w meczu z Cracovią, dogonili rywali. Co więcej, udało im się nawet wyjść na prowadzenie. Ten stan rzeczy trwał tylko kilkadziesiąt sekund, no ale… możemy ten mecz doliczyć do puli spotkań, w których drużyna z Sanoka prowadziła, a mimo to została pokonana. Regulaminowe sześćdziesiąt minut nie przyniosło rozstrzygnięcia. Potrzebna była dogrywka. Zwróćcie uwagę na fragment filmu rozpoczynający się w 4 minucie 49 sekundzie…
Zgodnie z przepisami hokeja na lodzie obowiązującymi w sezonie 2009/2010 (możecie je znaleźć TUTAJ), rozdział 2, punkt 234, podpunkt e:
Jeśli w trakcie toczącej się gry, silny strzał trafia w maskę bramkarza, Sędzia przerywa grę.
Krążek po strzale Tomasza Wołkowicza wyraźnie trafił Wojtka Rockiego w maskę. Powstaje pytanie czy strzał był na tyle silny żeby przerwać grę? Moim zdaniem tak. Niestety sędzia główny, pan Paweł Meszyński, uznał inaczej. Ta “krzywda” drużyny z Sanoka dobitnie pokazuje, jak ważne jest aby we wszelkiego rodzaju regulaminach unikać sytuacji, w których sędziowie muszą decydować wg własnego uznania. Czy nie prościej byłoby z powyższego przepisu usunać wyraz “silny”? Albo w drugą stronę — zapisać to w następujący sposób: “Jeśli w trakcie toczącej się gry, krążek trafia w maskę bramkarza, Sędzia nie przerywa gry”. Mamy wtedy jasność sytuacji, kibice w Sanoku nie są rozgoryczeni, wizerunek sędziów w Polsce nie ulega pogorszeniu itd. Dlaczego musimy utrudniać sobie życie niejasnymi przepisami?
A co Wy sądzicie o całej sytuacji? Sędzia powinien przerwać grę czy nie?
-
http://www.NaszTorun.pl Paweł
