Horror.…bez szczęśliwego zakończenia.

20 listopada, 2009 (17:23) | NHL | By: Wojciech Świerkot

Teoretycznie mia­łem na­pi­sać tą notkę tuż po za­koń­cze­niu wczo­raj­szego me­czu z Hurricanes, po­my­śla­łem jed­nak, że emo­cje to zły do­radca i warto po­cze­kać. Minęło kil­ka­na­ście go­dzin, i na­dal nie mogę się po­go­dzić ze STRATĄ punktu. Według mnie, to spo­tka­nie na­leży roz­pa­try­wać wła­śnie w ten spo­sób — jako stratę punktu, a nie zysk punktu. Po pierw­szej ter­cji Maple Leafs pro­wa­dzili 3–0, zdo­mi­no­wali Carolinę, i wy­da­wało się że bę­dziemy świad­kami po­gromu. W dru­giej ter­cji gra nieco “sia­dła” ale na­dal by­łem prze­ko­nany, iż za­wod­nicy Toronto kon­tro­lują sy­tu­ację. Aż do fe­ral­nej 37 mi­nuty. Wtedy to, naj­pierw Stephan Yelle, a na­stęp­nie po 43 se­kun­dach Matt Cullen zmniej­szyli pro­wa­dze­nie Maple Leafs tylko do jed­nej bramki. O ile pierw­szy gol padł w ol­brzy­mim za­mie­sza­niu, to druga bramka musi być za­pi­sana na konto Gustavssona. Tej klasy bram­karz nie po­wi­nien po­zwo­lić so­bie na prze­pusz­cze­nie krążka, gdy na­past­nik strzela z pra­wie ze­ro­wego konta. No nic, po­my­śla­łem, zo­ba­czymy co da­lej. Na po­czątku trze­ciej ter­cji Alex Ponikarovsky wy­pro­wa­dził Maple Leafs na pro­wa­dze­nie 4–2 i wy­star­czyło do­trzy­mać wy­nik do końca. Ale prze­cież to by­łoby za pro­ste. Kilka mi­nut póź­niej Tim Gleason strze­lił trze­cią bramkę dla Hurricanes, a na­stęp­nie do ak­cji wkro­czyli sedziowie.

Kara na­ło­żona na Iana White za rze­kome zra­nie­nie za­wod­nika, po­winna sta­no­wić przy­kład jak sę­dzio­wać się nie po­winno. Tom Kostoupoulos zo­stał ude­rzony w twarz ki­jem.… swo­jego ko­legi z ze­społu Stephana Yelle. Tymczasem sę­dzia główny na ławkę kar wy­słał Bogu du­cha win­nego Iana White. Przetrwać 4 mi­nuty z rzędu osła­bie­niu na po­zio­mie NHL to nie jest pro­sta sprawa. Hurricanes przy­ci­snęli i udało im się wy­rów­nać. Gdy na 30 se­kund przed koń­cem me­czu Ian White po­now­nie wy­pro­wa­dził Toronto na pro­wa­dze­nie, po­my­śla­łem so­bie — jest spra­wie­dli­wość na tym świe­cie. Niestety, trwała ona tylko 28 se­kund, bo­wiem w 59 mi­nu­cie 59 se­kun­dzie stan me­czu wy­rów­nał Eric Cole. Już wtedy wie­dzia­łem, że Maple Leafs nie wy­grają tego spo­tka­nia. Słowo stało się cia­łem i Hurricanes po­sta­wili “kropkę nad i” w se­rii rzu­tów kar­nych. Jakie wra­że­nia po tym spo­tka­niu? Żal, smu­tek, przygnębienie.…

Nie tak wszystko miało wy­glą­dać. Nie wiem co te­raz po­winno się stać, aby Maple Leafs w końcu za­częli speł­niać ocze­ki­wa­nia swo­ich ki­bi­ców? Opcji jest kilka:

- ze­sła­nie kilku gra­czy do AHL, a w ich miej­sce po­wo­ła­nie “mło­dych” (Hanson, Stalberg, Bozak)
– wy­miany z in­nymi klu­bami (Blake, Stempniak?)
– zmiana trenera

Osobiście, je­stem zwo­len­ni­kiem szansy dla “Kid Line”, nie je­stem także prze­ciwny PRZEMYŚLANYM ru­chom trans­fe­ro­wym. Wstrzymałbym się ze zwol­nie­niem tre­nera, to chyba jesz­cze nie jest od­po­wiedni czas, choć z dru­giej strony, pew­nie go­rzej być nie może — Maple Leafs są na ostat­nim miej­scu w lidze.

Przede wszyst­kim jed­nak, chciał­bym, aby za­wod­nicy w końcu ro­ze­grali całe spo­tka­nie. Niech grają z taką samą in­ten­syw­no­ścią przez 60 mi­nut. Nie 30, nie 40, nie 50 — przez całe 60 mi­nut. Jestem pe­wien, że wtedy wy­niki będą znacz­nie lepsze!

Wojciech Świerkot

Wojciech Świerkot


rocz­nik ’85, z wy­kształ­ce­nia po­li­to­log i dzien­ni­karz, za­wo­dowo zaj­muje się mar­ke­tin­giem, a jego naj­więk­szą pa­sją jest .….… ho­kej na lo­dzie — to tak w wiel­kim skró­cie. Prywatnie ki­bi­cuję KH Sanok i Toronto Maple Leafs.