Polski hokej czeka na reformy!
Hokejowy kabaret w Polsce trwa nadal. Zgodnie z założeniami reformy, która miała “uzdrowić” polski hokej, po I etapie rozgrywek obecnego sezonu dwie drużyny z pierwszej ligi, dołączają do zespołów z miejsc 7–10 w Ekstralidze i tworzą tzw., “grupę B”. Dwie najlepsze ekipy z “grupy B” awansują do play-off i walczą o Mistrzostwo Polski, natomiast pozostała czwórka łączy się z drużynami pierwszoligowymi i w play-off walczy o jedno miejsce gwarantujące w przyszłym sezonie grę w PLH. System ciekawy, i choć byłem jego krytykiem, po głębszej analizie doceniłem jego zalety. Na pewno miałby szansę się sprawdzić — pod jednym warunkiem. Kluby pierwszoligowe muszą być przygotowane pod względem organizacyjnym do rozgrywek na najwyższym szczeblu. Tymczasem najpierw Polonia Bytom, a następnie Legia Warszawa (choć w tym przypadku oficjalnie mówi się, że to brak czasu do namysłu zadecydował) rezygnują z przywileju gry w Ekstraklasie.
Dlatego też warto postawić pytanie, czy Polski hokej jest przygotowany do tych dosyć ekstrawaganckich rozwiązań? Moim zdaniem nie. Ilu kibiców, tyle pomysłów na poprawę tej sytuacji. Są to jednak typowo teoretyczne rozważania, bowiem żaden, nawet najlepszy pomysł, nie ma szans na realizację, jeśli kluby nie będą miały funduszy aby go zrealizować. Na pomoc finansową PZHL (choć w postaci poszukiwania sponsorów dla ligi) nie ma co liczyć — związek bardziej interesuje się podwyższeniem opłat dla klubów, niż realnym wsparciem hokeja w Polsce. Pozostają więc reklamodawcy, dla których najcenniejsza jest możliwość “pojawienia się” w telewizji ogólnopolskiej. Jak powszechnie wiadomo, telewizja rządzi się swoimi prawami — dziadostwa pokazywać nie będzie. Należy więc podnieść poziom ligi, jednocześnie nie dobijając tej garstki klubów, która jeszcze jako tako daje sobie radę (a tak stało by się w przypadku ograniczenia liczby drużyn w Ekstralidze do 6). Jak to zrobić?
Pomysł jest prosty. Zamiast co raz mocniej je zamykać, otwórzmy drzwi naszej ligi dla obcokrajowców. Oczywiście nie jestem zwolennikiem tzw. “ligi open”, bo przykłady wielu krajów pokazują że się to nie sprawdza, ale dlaczego nie można zwiększyć tej liczby do dajmy na to 10 zawodników? Na zarzuty typu “przeciętniacy z zagranicy zabiorą miejsca pracy naszym zawodnikom” odpowiadam — skoro są tacy przeciętni, to chyba nie ma się co martwić prawda? Działacze, kibice i ludzie związani z hokejem w Polsce muszą w końcu wybrać na czym im bardziej zależy. Czy chcą mieć dobrą ligę, z dobrą reprezentacją, z solidną podbudową finansową? Czy może prowincjonale rozgrywki, z fatalnym poziomem, biednym klubami — ale zamknięte dla obcokrajowców, bo przecież musza grać “nasi”?
Już w tym sezonie zmniejszono liczbę zawodników z innych krajów do 4 grających w meczu w jednej drużynie. Jaki przyniosło to efekt? Czy poziom ligi podniósł się po tym zarządzeniu? W żadnym przypadku! Jedyny skutek tego rozwiązania to jeszcze większe żądania płacowe polskich hokeistów, którzy na swój sposób “szantażują” prezesów poszczególnych klubów. W naszym kraju aktywnych zawodników jest niewielu, dlatego też, aby skompletować drużynę która w kadrze będzie miała 18–20 zawodników, prezesi ulegają wygórowanym żądaniom hokeistów. Dochodzi do absurdalnych sytuacji, w których gracze przeciętni zarabiają pieniądze całkowicie nieadekwatne do posiadanych umiejętności. Analogiczna sytuacją miała miejsce w PLK, gdzie drużynom narzucono obowiązek gry młodzieżowca. Podobnie jak w hokeju, poziom zawodników nie poszedł w górę, w przeciwieństwie do sumy, jaką w/w młodzieżowcy mieli na rachunku bankowym.
Polski zawodnik nie powinien, ba, wręcz nie może obawiać się konkurencji obcokrajowców! Niech da z siebie wszystko, niech pokaże, że jest lepszy od Słowaka, Czecha, Ukraińca czy Łotysza. Jestem pewien, że wtedy działacze klubowi postawią na niego, bo przecież nikt obcokrajowców nie ściąga dla mody. Robi się to dlatego, bo są lepsi od naszych “gwiazd”. Czy budżety klubowe wytrzymałyby przyjazd większej grupy graczy zagranicznych? Myślę, że spokojnie. Po prostu płace w naszej lidze nieco by się unormowały, a zawodnicy zarabialiby w sposób odpowiedni do poziomu jaki prezentują. Na Słowacji, w Czechach jest wielu dobrych graczy, którzy z chęcią przyjadą do Polski grać za takie pieniądze jakie mają nasi “gwiazdorzy”. Więc albo “nasi” obniżą swoje wymagania, pozwalając klubom lepiej funkcjonować, albo w każdym meczu, na każdym treningu, podczas każdej zmiany — udowodnią wszystkim, że są warci tych pieniędzy.
Tylko zwiększenie liczby graczy ubiegających się o angaż w polskich drużynach może poprawić jakość i poziom naszej ligi! Jako że nagle nie pojawi się 50–60 Polaków potrafiących grać w hokeja na poziomie zawodowym, należy dopuścić do gry obcokrajowców. Pozwólcie, że przedstawię to w ten sposób:
więcej zawodników —> większa konkurencja o miejsce w drużynie —> większy stopień zaangażowania poszczególnych graczy —> lepszy poziom spotkań, lepszy poziom Ligii —> większe zainteresowanie TV —> większe zainteresowanie sponsorów —> więcej pieniędzy w klubach —> większe gaże dla hokeistów, lepsze szkolenie i to od czego rozpocząłem ten wpis — MOŻLIWOŚĆ WPROWADZENIA REFORM ROZGRYWEK
Jak widać, otwarcie granic wbrew pozorom opłaca się naszym zawodnikom. Jeśli tylko zechcą mocno pracować, w niedalekiej perspektywie mogą mieć z tego spore korzyści. Nikt nie zabrania im zarabiać dużo, wręcz przeciwnie, niech będą krezusami — ale musza na to zapracować.
Wracając do kształtu ligi. Niestety, jesteśmy w sytuacji, która wymaga drastycznych rozwiązań. Nie stać nas na sztuczne utrzymywanie dwóch lig. Nie licząc rezerw, w Polsce jest 15 zespołów seniorskich. Moja propozycja jest następująca — dołączmy do tego towarzystwa SMS i stwórzmy jedną ligę dla wszystkich. Kalendarz rozgrywek można ułożyć tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Najpierw warto rozegrać dwie rundy “każdy z każdym” (30 spotkań), tak aby widzowie np. w Oplu czy Krynicy mieli możliwość zobaczenia dajmy na to Cracovii czy GKS Tychy. Następnie podzielmy ligę na dwie grupy — 6 i 10 drużyn. W pierwszej rozegrane zostałyby 4 rundy (20 spotkań), w drugiej 2 rundy (18 spotkań). Silniejsze drużyny grałyby między sobą, z korzyścią dla widzów i TV, natomiast 10 słabszych ekip walczyłoby o dwa miejsca premiowane grą w play-off. Runda finałowa wg starych zasad: “szóstka” plus dwie najlepsze z drugiej grupy, natomiast pozostała ósemka kończy sezon. System bardzo prosty, ale moim zdaniem skuteczny.
A co Wy o tym myślicie? Mniej czy więcej obcokrajowców? Jedna czy dwie ligi? Zachęcam do dyskusji!
-
Grzegorz
-
przemek
