Al ośmiornica
Jak w każdej dyscyplinie sportowej, także w hokeju na lodzie, zawsze ktoś musi przegrać. Jeżeli jest to drużyna gości, cóż, nie dali rady rywalowi. Natomiast jeśli są to gospodarze, wtedy czasem na trybunach dzieją się różne dziwne rzeczy. Wulgarne okrzyki są niestety (a może nie?) wpisane w obraz trybun, i stanowią dużą część repertuaru zawiedzionych fanów. Jednakże aby nie tworzyć prostego skojarzenia “kibic=wulgaryzmy” należy przyznać, iż od czasu do czasu fani potrafią zaskoczyć wprowadzając w życie nieco bardziej ekstrawaganckie pomysły.
Kilka lat temu, gdy sanocka drużyna rozgrywała swoje mecze na ukochanym Torsanie, jeden z kibiców po przegranym meczu z Orlikiem Opole wrzucił na lód.… oponę samochodową. Innym razem z trybun w stronę tafli poleciała deska. O kulkach śniegu, zapalniczkach i plastikowych butelkach nie wspominam — było ich tak wiele, że nawet nie sposób wszystkiego zapamiętać. Jednakże jeden “przedmiot” (o ile można go tak nazwać) wzbudził we mnie szczególne zdumienie i rozbawienie. Otóż w trakcie spotkania z Podhalem Nowy Targ, na tafli lodowej nagle pojawił się.… kogut. Przerażony sędzia nie wiedząc za bardzo co zrobić, złapał go i wyrzucił za bandę. Cała trybuna dosłownie “ryczała” ze śmiechu, a kogut jakby nigdy nic kontynuował poszukiwanie czegoś do zjedzenia. Po dziś dzień nie wiadomo, jak komuś udało się wnieść koguta na lodowisko. Z drugiej strony, chyba nie było to zbyt trudne — cóż, Torsan rządził się swoimi prawami. I cholernie za tym tęsknie.
Jeżeli ktoś myśli, że rzucanie różnego rodzaju przedmiotów na lód to tylko polska specjalność — jest w dużym błędzie. Jakiś czas temu opisałem tzw. “rat attack”, jaki w połowie lat 90-tych charakteryzował lodowisko Florida Panthers. Dziś kilka słów o innej słynnej tradycji w NHL.
W roku 1952, gdy w NHL grało jedynie sześć zespołów (tzw. “original six”), do zdobycia Pucharu Stanleya wystarczyło tylko osiem zwycięstw w play-off (rozgrywano serię “best-of-seven”). Wierni fani Detroit Red Wings, bracia Pete i Jerry Cusimano, prowadzili stoisko z rybami na Detroit Eastern Market. To właśnie oni jako pierwsi rzucili na lód.… ośmiornicę(!). Całe wydarzenie miało miejsce 15 kwietnia 1952, przed spotkaniem fazy play-off z Toronto Maple Leafs. Osiem ramion ośmiornicy miało symbolizować osiem zwycięstw potrzebnych do zdobycia tytułu. W tym momencie bilans Red Wings w play-off wynosił 7–0 i do pełni sukcesu wystarczyło im tylko jedno zwycięstwo. Zawodnicy z Detroit okazali się po raz kolejny lepsi od Maple Leafs i pewnie zdobyli tytuł mistrzowski. Ośmiornica stałą się swego rodzaju talizmanem przynoszącym szczęście Red Wings.

W roku 1979, gdy Red Wings przenieśli się z Olympia Stadium do Joe Louis Arena, tradycja także podążyła razem z nimi. Dziś w trakcie spotkań Detroit łatwo można zauważyc olbrzymią dmuchaną ośmiornicę, która wisi nad głowami zawodników. Maskotka ta nazwana jest “Al the Octopus”, na cześć Ala Sobotki, kierowcy rolby w Joe Louis Arena, który zbiera (a raczej zbierał) rzucone przez kibiców ośmiornice z lodu. Trzeba mu przyznać, że robił to niezwykle efektownie.
Sobotka podnosił ośmiornicę nad głowę i wykonywał nią efektowny “młynek”. Takie zachowanie nie spodobało się władzom ligi NHL, które zagroziły organizacji Red Wings, że każde kolejny robienie “młynka ośmiornicą nad głową na tafli lodowej”, będzie karane mandatem w wysokości 10,000$. Sobotka dostał zakaz podnoszenia rzuconych ośmiornic, teraz ten obowiązek należy do sędziów liniowych. Wesoły kierowca nie poddał się i nadal kontynuuje swoje show — zmieniło się tylko miejsce. Aktualnie ośmiornica fruwa nad jego głową tuż za bandą, w miejscu gdzie Zamboni wjeżdża na taflę. Publiczność w Detroit wprost uwielbia ten moment.

Jak do tej pory liga nie ogłosiła swojego stanowiska w tej sprawie (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo). W każdym bądź razie mam nadzieje, że NHL nie będzie się wtrącać i pozwoli tej ciekawej tradycji nadal istnieć.
-
http://www.euro2008.blox.pl Mateusz Sitnik
-
http://www.NaszTorun.pl Paweł
