Prawdziwy artysta

22 stycznia, 2010 (17:04) | NHL | By: Wojciech Świerkot

Hokej na lo­dzie to bez wąt­pie­nia jedna z naj­szyb­szych gier ze­spo­ło­wych na świe­cie. Szczególnie wi­dać to ob­ser­wu­jąc spo­tka­nia roz­gry­wane w Ameryce Północnej, gdzie mniej­sze roz­miary lo­do­wi­ska po­tę­gują zna­cze­nie szyb­ko­ści i dy­na­miki. Nic więc dziw­nego, że no­wo­cze­sny ho­kej wy­maga od ho­ke­istów dys­po­zy­cji fi­zycz­nej na naj­wyż­szym po­zio­mie. Przygotowaniem fi­zycz­nym za­wod­ni­ków zaj­muje się cały sztab spe­cja­li­stów ko­rzy­sta­jąc z naj­now­szych do­stęp­nych tech­no­lo­gii, bo­wiem każdy gram mniej lub wię­cej może za­de­cy­do­wać o koń­co­wym suk­ce­sie. Siła i szyb­kość — to cel przy­go­to­wań do każ­dego se­zonu. Obserwując grę za­wod­ni­ków ta­kich jak Alexander Ovechkin czy Jarome Iginla, trudno nie zgo­dzić się z tym twierdzeniem.

Spędziłem wiele go­dzin na dys­ku­sjach z tatą (wielki fan ho­keja, to On za­szcze­pił we mnie mi­łość do tego sportu — dzięki!!), któ­rych ce­lem było wy­bra­nie tego jed­nego, je­dy­nego — naj­lep­szego za­wod­nika NHL. Jak pew­nie się do­my­śla­cie, nic z tego — trudno jest jed­no­znacz­nie stwier­dzić “gracz X to naj­lep­szy ho­ke­ista świata”. Zwróciłem jed­nak uwagę na fakt, iż w trak­cie każ­dej na­szej dys­ku­sji nie­ustan­nie prze­wi­jało się jedno na­zwi­sko, które nie pa­so­wało do reszty. Gracz ten, choć świet­nie przy­go­to­wany fi­zycz­nie, na lo­dzie za­cho­wuje się ina­czej niż więk­szość ligi. Jego nie­by­wała wręcz “in­te­li­gen­cja ho­ke­jowa” spra­wia, że tam gdzie inni ro­bią trzy kroki, on robi dwa i na­dal jest szyb­szy. Obserwując jego grę, można od­nieść wra­że­nie, że ope­ruje on dwoma ki­jami, ma cztery ręce i do­dat­kowo oczy do­okoła głowy. O kim mowa? O praw­dzi­wym ar­ty­ście ho­keja na lo­dzie, re­pre­zen­tu­ją­cym barwy Detroit Red Wings, Pavle Datsyuku.

(Photo by Dave Sandford/Getty Images)

Datsyuk uro­dził się 20 lipca 1978 w Swierdłowsku. Dzieciństwo za­wod­nika Red Wings nie na­le­żało do naj­ła­twiej­szych, bo­wiem w wieku 12 lat stra­cił matkę. Swoje tre­ningi ho­ke­jowe roz­po­czął w klu­bie Dynamo Jekaterinburg, lecz wbrew po­zo­rom, wcale nie wy­róż­niał się wśród ró­wie­śni­ków. Co cie­kawe, znacz­nie le­piej szło mu na bo­isku pił­kar­skim, gdzie był praw­dzi­wym “mó­zgiem” dru­żyny, pre­zen­tu­jąc zna­ko­mity prze­gląd gry — czyli ce­chę, która bę­dzie go cha­rak­te­ry­zo­wać w póź­niej­szej ka­rie­rze na ta­flach NHL. W mo­men­cie gdy Datsyuk był w wieku ju­nior­skim, ze­spół z Jekaterinurga prze­jął Vladimir Krikunov. To wła­śnie pod jego opieką ta­lent Datsyuka za­czął się bar­dzo szybko rozwijać.

Latem 1997 je­den ze skau­tów Detroit Red Wings, Hakan Andersson, przy­je­chał do Rosji obej­rzeć grę obrońcy Dmitrija Kalinina, któ­rym “Czerwone Skrzydła” były mocno za­in­te­re­so­wane. I choć Kalinin nie prze­ko­nał Szweda do sie­bie, Andersson wy­cho­dził z lo­do­wi­ska bar­dzo za­do­wo­lony. Dlaczego? To wła­śnie wtedy pierw­szy raz zo­ba­czył w ak­cji Datsyuka. Małe za­in­te­re­so­wa­nie Rosjaninem wśród skau­tów z NHL spra­wiło, że do ligi zo­stał wy­brany do­piero z nr 171 dra­ftu. Moim zda­niem to praw­dziwy suk­ces ma­na­ge­mentu Red Wings który, jak po­ka­zały przy­kłady Henrika Zetterberga i Johana Franzena, po­trafi wy­ło­wić praw­dziwe pe­rełki w dal­szych run­dach draftu.

Mimo wy­boru w Drafcie 1998, Pavel na swój de­biut w NHL mu­siał cze­kać do se­zonu 2001-02. W ad­ap­ta­cji do no­wego śro­do­wi­ska bar­dzo po­mo­gli mu jego starsi ko­le­dzy, le­gendy ro­syj­skiego ho­keja — Igor Larionov i Sergei Fedorov. Datsyuk zo­stał usta­wiony w li­nii z Brettem Hull i Boydem Deveraux. W swoim de­biu­tanc­kim se­zo­nie, młody Rosjanin za­grał w 70 me­czach i zdo­był 35 punk­tów — bez re­we­la­cji. Jak sam przy­znał, nie był przy­go­to­wany do tak du­żego na­tę­że­nia gier. Co cie­kawe, już w swoim pierw­szym roku gry w NHL zdo­był naj­cen­niej­sze tro­feum — Puchar Stanleya. W dru­gim se­zo­nie, Deveraux zo­stał za­stą­piony przez Henrika Zetterberga. Zmiana ta wy­szła na do­bre Datsyukowi, który za­czął po­ka­zy­wać peł­nie swo­ich moż­li­wo­ści. W 64 me­czach zdo­był 51 punk­tów, nie­stety grę znacz­nie utrud­niała mu kon­tu­zja ko­lana. W każ­dym ko­lej­nym se­zo­nie, Datsyuk sta­wał się co raz waż­niej­szym ogni­wem ze­społu z Detroit. Najlepiej ob­ra­zują to jego wy­niki punk­towe, które z roku na rok są lep­sze (35,51,68,87,87,97,97).

Oprócz fan­ta­stycz­nych umie­jęt­no­ści spor­to­wych, Datsyuk po­siada jesz­cze jedną ważną, choć nie­stety rzadko spo­ty­kaną ce­chę — gra nie­zwy­kle czy­sto. Obecny se­zon, jest jego ósmym na ta­flach NHL (w trak­cie lock-out’u wró­cił do Rosji, grał w Dynamo Moskwa). Przez ten czas, sę­dzio­wie na­ło­żyli na niego je­dy­nie 151 mi­nut kar­nych, co daje śred­nio nie­całe 20 mi­nut na se­zon. W wa­run­kach NHL, Datsyuk jest “święty”. Między in­nymi z po­wodu bar­dzo czy­stej gry, Rosjanin otrzy­mał czte­ro­krot­nie (ostat­nie cztery se­zony) na­grodę Lady Byng Memorial Trophy przy­zna­waną za­wod­ni­kom, któ­rzy łączą umie­jęt­no­ści spor­towe z nie­na­gan­nym za­cho­wa­niem. W hi­sto­rii ligi tylko dwóch gra­czy otrzy­mało to wy­róż­nie­nie wię­cej niż 4 razy (Wayne Gretzky — 5, Frank Boucher — 7).

To nie ko­niec na­gród które ma na swoim kon­cie Rosjanin. Jak wspo­mnia­łem wcze­śniej, w se­zo­nie 2001-02 zdo­był Puchar Stanleya. O ile jego wkład w tam­ten ty­tuł nie był zbyt wielki, to w se­zo­nie 2007-08 po­wtó­rzył ten suk­ces już jako peł­no­prawny li­der ze­społu. W tym sa­mym roku otrzy­mał na­grodę Frank J.Selke Trophy (dla na­past­nika z naj­lep­szymi umie­jęt­no­ściami de­fen­syw­nymi) oraz NHL Plus Minus Award (dla zwy­cięzcy kla­sy­fi­ka­cji +/-, wy­nik Datsyuka — re­we­la­cyjne +41). Trzykrotnie wy­bie­rany do Meczu Gwiazd, za­grał w nim je­dy­nie dwa razy — w ubie­głym se­zo­nie unie­moż­li­wiła mu to kontuzja.

Za 22 dni roz­poczną się Igrzyska Olimpijskie w Vancouver. Dla Datsyuka bę­dzie to trze­cia tego typu im­preza. Reprezentował swój kraj w Nagano (brą­zowy me­dal) oraz Salt Lake City (4 miej­sce). Jak każdy za­wod­nik po­wo­łany do re­pre­zen­ta­cji swo­jego kraju na ZIO, Datsyuk ma­rzy o zło­tym me­dalu. Nie jest wy­klu­czone, że wkrótce jego ma­rze­nie może się speł­nić, bo­wiem skład Rosji trudno na­zwać ina­czej niż “Dream Team”.

Pewnie za ja­kiś czas u mnie w domu po raz ko­lejny roz­pocz­nie się dys­ku­sją pt.: “który jest lep­szy?” — je­stem prze­ko­nany, że na­zwi­sko Datsyuk znów się po­jawi “na ta­pe­cie”. Trudno żeby było ina­czej. Pavel to ma­gik, Pavel to ar­ty­sta, Pavel to po pro­stu wspa­niały zawodnik.

Wojciech Świerkot

Wojciech Świerkot


rocz­nik ’85, z wy­kształ­ce­nia po­li­to­log i dzien­ni­karz, za­wo­dowo zaj­muje się mar­ke­tin­giem, a jego naj­więk­szą pa­sją jest .….… ho­kej na lo­dzie — to tak w wiel­kim skró­cie. Prywatnie ki­bi­cuję KH Sanok i Toronto Maple Leafs.


  • http://www.NaszTorun.pl Paweł

    Mój ulu­biony (po Ovcy) za­wod­nik, ka­pi­tana Capitals ce­nie za całą pa­sję jaką wkłada w grę, ale #13 tak ope­ruje ki­jem, jak dy­ry­gent ba­tutą ;)
    Tych dwóch za­wod­ni­ków głów­nie spra­wia że na IO będę trzy­mał kciuki za Rosję, mimo że od za­wsze by­łem za Kanadą.
    Niech już się za­czną, bo i oczy od PLH od­poczną.. taka od­trutka na bidę z nę­dzą w Toruniu ;)

  • http://3x20.pl Wojciech Świer­kot

    wiesz Paweł, swego czasu oglą­da­łem mecz z udzia­łem Red Wings, trans­mi­to­wany o ile do­brze pa­mię­tam przez TSN. Komentator stwier­dził w nim, iż po­ziom “stick han­dling abi­lity” Datsyuka jest na ta­kim po­zio­mie, że gdyby przy­mo­co­wać mu na końcu kija skal­pel, to mógłby ope­ro­wać ;)

  • Maciej

    Zgadzam się że nie da sie wy­brać naj­lep­szego i że Daciuk (bo to jest “Paweł Daciuk”, skończ­cie z tymi kosz­mar­kami prze­pi­sy­wa­nymi z gier kom­pu­te­ro­wych, pol­ski ję­zyk ma swoją trans­kryp­cję znacz­nie le­piej przy­sto­so­waną do prze­kładu cy­ry­licy niż an­giel­ska) jest ab­so­lut­nie wy­bitny w ści­słej czo­łówce o czym nie­wielu chce pa­mię­tać. Natomiast nie zga­dzam się z ko­legą, który chciał, żeby “już zaczęli”.Mam na­dzieję, że to ostat­nie Igrzyska z za­wod­ni­kami NHL, bo szkoda ligę prze­ry­wać na ten nie­zbyt cie­kawy turniej.Zdecydowanie cie­kaw­sze na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej są MŚ ju­nio­rów, więc ra­czej “niech już skończą”.Moje oczy od PLH nie mu­szą od­po­czy­wac, bo ich pol­ską ligą nie mę­czę, a ko­le­dze Pawłowi jako na­grodę za jego po­świę­ce­nie w oglą­da­niu tej nę­dzy pro­po­nuję oglą­da­nie NHL sto­ją­cej na znacz­nie wyż­szym po­zio­mie niż tur­niej olim­pij­ski i którą można le­czyć pro­blemy wy­ni­ka­jące z pa­trze­nia na PLH co­dzien­nie bez żad­nego ocze­ki­wa­nia przez 4 lata.

  • miguel17

    Stary nie bądź śmieszny tur­niej olim­pij­ski to nie­zwy­kła im­preza i udział w nim gra­czy NHL naj­le­piej o tym świad­czy, zwłasz­cza, że gdyby spy­tać ho­ke­istów NHL, to zde­cy­do­wana więk­szość z nich chce grać na Igrzyskach, przy­kłady z brzegu Heatley, Ovechkin.