Ilia Kowalczuk — co dalej?
Trade deadline zbliża się wielkimi krokami, więc w lidze NHL obecnie częściej mówi się na temat możliwych transferów niż wyników osiąganych przez poszczególne drużyny. Bez dwóch zdań, najgorętszym nazwiskiem tego sezonu jest Ilia Kowalczuk, który nie może dojść do porozumienia z szefostwem Atlanta Tharashers i najprawdopodobniej w ciągu kilku najbliższych tygodni zmieni otoczenie.
Menedżer Thrashers Don Waddell, przyznał w jednym z wywiadów, że ostatnia oferta przedstawiona Rosjaninowi opiewała na blisko 101 milionów dolarów, które Kovalchuk zarobiłby w trakcie kolejnych 12 lat. Waddell stwierdził, że nie jest w stanie zaoferować swojemu najlepszemu napastnikowi większej sumy, musiałby bowiem zrezygnować z potencjalnych wzmocnień. Kowalczuk zdaje się rozumieć ten problem, dlaczego więc zwleka z podpisaniem nowej umowy? Według mnie możliwość jest tylko jedna — po prostu ma dość Atlanty. Owszem, zespół całkiem niezły, sporo talentu, ciekawe perspektywy. Są to jednak wciąż perspektywy, a Ilia sprawia wrażenie osoby, która już chciałaby walczyć o jak najwyższe cele. Kolejna sprawa, Atlanta nie jest miejscem atrakcyjnym.…marketingowo. Nie wiem czy dobrze to określiłem, ale gracz taki jak Kowalczuk jest jakby z definicji przeznaczony dla “wielkich i słynnych”. Czyli nie dla Thrashers. W Atlancie nawet na najciekawszych spotkaniach trudno zobaczyć komplet publiczności. Na pewno jest to nieco deprymująca sytuacja.
Dni Kowalczuka w Thrashers wydają się więc policzone, pytanie tylko jak duża będzie cena pozyskania tego znakomitego gracza? Waddell zdaje sobie sprawę, że jeśli teraz nie uda mu się uzyskać nic za Kowalczuka, to w lecie tym bardziej tego nie zrobi — Rosjanin zostaje wolnym agentem i na 99% nie podpisze umowy z Atlantą. Jestem pewien, że telefon menadżera Thrashers w ciągu kilku najbliższych dni przejdzie mocną próbę wytrzymałości. Dlaczego? Takiego gracza chciałaby mieć każda drużyna w lidze (no, może oprócz Toronto — jak stwierdził Brian Burke — “nie są nim zainteresowani”), pytania tylko, kogo na niego stać?

