Wielka uczta
Upragniony koniec tygodnia.… pora nadrobić zaległości. Myślałem, że moje relacje z Olimpiady będą szersze, a tymczasem… nie ma ich w ogóle. No cóż, trudno — są rzeczy ważne i ważniejsze. W każdym bądź razie obiecuję się poprawić… Wróćmy zatem do hokeja na lodzie. Przed nami klasyk, mecz na który hokejowy świat czekał cztery lata.
W jutrzejszym finale Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver naprzeciwko siebie staną reprezentacje Kanady i USA. Choć dla wielu finałem marzeń byłby mecz pomiędzy Rosją a Kanadą, ja bardzo się cieszę z innego rozwiązania. Przed turniejem oficjalnie mówiłem, że będę mocno kibicował reprezentacji USA i w tym temacie się nic nie zmieniło. Podopieczni Rona Wilsona grają znakomicie, a nazwanie postawy Ryana Millera w bramce “rewelacyjną” to zdecydowanie za mało.
Zdjęcie: Christof Koepsel/Bongarts/Getty Images
Trzydzieści lat po słynnym “cudzie w Lake Placid”, zawodnicy z USA znów stoją przed szansą zadziwienia hokejowej społeczności na świecie — wtedy zatrzymali potęgę (ZSRR), jutro mogą zatrzymać potęgę (Kanada). Tytuł mistrzów olimpijskich byłby znakomitym ukoronowaniem ostatnich kilkunastu miesięcy w wykonaniu reprezentacji Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Mistrzostwo Świata zdobyli osiemnastolatkowie, następnie dwudziestolatkowie, teraz przed szansą na triumf w wielkiej imprezie stoją seniorzy. Mam nadzieję, że podołają temu zadaniu. Jedno jest pewne, czeka nas wielka hokejowa uczta.

