Kessel trade — wygrana czy porażka?
Dyskusja ta poruszyła niemal całe środowisko związane z Toronto Maple Leafs. Zwolenników angażu Phila Kessela w zamian za wybory w pierwszej rundzie draftów 2010 oraz 2011 (plus druga runda 2010), było tyle samo, co przeciwników tego pomysłu. Jak dziś, z perspektywy kilku miesięcy gry Kessela w Toronto, ocenić ten transfer? Zazwyczaj w takich sytuacjach nie ma łatwej odpowiedzi. Spróbuję zatem przedstawić dwa warianty, które według mnie są całkiem prawdopodobne.
Wariant A:
Phil Kessel robi co może w Toronto, lecz nie ma wsparcia w kolegach z drużyny. Zespół gra słabo, transfery Briana Burke są nietrafione, przebudowa jest o wiele dłuższa i bardziej bolesna niż wszyscy zakładali. Obecny sezon Maple Leafs kończą na przedostatnim miejscu — Bruins mają więc duże szanse na czołową trójkę i mogą wybierać wśród absolutnych faworytów do najwyższych miejsc w drafcie. Są nimi Taylor Hall, Tyler Seguin i Cam Fowler. Kolejny sezon Maple Leafs znowu kończą w dole tabeli i włodarze ekipy z Bostonu po raz kolejny dostają “prezent”…
Wariant B:
Ruchy kadrowe dokonane w tym sezonie (pozyskanie Phaneufa, Giguere’a, Gustavssona i innych) zaczynają się spłacać, a drużyna łapie właściwy rytm. Młodzież Toronto (Bozak — 24 lata, Caputi — 21, Kulemin — 23, Hanson — 24, Stalberg — 24, Kadri — 19, Gunnarsson — 23, Phaneuf — 24, Schenn — 20) dorasta, nabiera doświadczenia, staje się co raz lepsza. W tym sezonie Maple Leafs kontynuują mocny finisz i na koniec sezonu zasadniczego awansują na miejsce, które nie jest “zagrożone” jedynką lub dwójką w drafcie. W trakcie przerwy wakacyjnej, w wymianach (Tomas Kaberle?) oraz wykorzystując wolną kwotę w “salary cap” pozyskują 2–3 napastników do tzw. “top six”. Jonas Gustavsson staje się prawdziwym “number one”, a Toronto zaczynają liczyć się w walce o Puchar Stanleya.
Dwa, jakże różne, scenariusze. Jako fan Toronto Maple Leafs marzę o tym aby sprawdził się wariant B. Zdaje sobie jednak sprawę, że wszystko może się zdarzyć. Sprawdźmy zatem, jak w tym wszystkim odnajduje się główny aktor całego zamieszania — Phil Kessel. W tym sezonie w 60 meczach zdobył 28 goli i zanotował 23 asysty. Całkiem nieźle, gdy weźmie się pod uwagę, że w trakcie rozgrywek miał spory kryzys (tylko 2 gole w 21 spotkaniach). Przeglądając fora hokejowe natrafiłem dziś na dosyć ciekawe porównanie. Zobaczcie sami:
Phil Kessel: 73 goals in his last 145 games.
Dany Heatley: 76 goals in his last 153 games.
Ilya Kovalchuk: 79 goals in his last 144 games.
Zach Parise: 81 goals in his last 158 games.
Alexander Semin: 72 goals in his last 139 games.
Jeff Carter: 80 goals in his last 158 games.
Rick Nash: 71 goals in his last 150 games.
Evgeny Malkin: 73 goals in his last 169 games
Jak widać, osiągnięcia Phila są zbliżone do największych ligowych gwiazd. Warto jednak zauważyć, że skrzydłowy Toronto ma dopiero 22 lata i jest najmłodszy z w/w grupy zawodników. Wierzę więc, że to co najlepsze wciąż przed nim, i takie akcje jak ta z meczu przeciwko Senators (16 marca 2010)
oraz ta, z wczorajszej nocy (przeciwko Canadiens)
będą zdarzać się jak najczęściej. Być może za wcześnie na tak kategoryczne decyzje, ale ja już wiem który scenariusz chcę wybrać. Do końca sezonu jeszcze 10 spotkań, trzeba wygrać minimum 7 i będzie dobrze. Jak podkreśla to sztab szkoleniowy oraz sami zawodnicy — hokej sprawia im radość. Tworzą fajną, młodą, zgraną pakę, która po prostu chce grać jak najlepiej i zwyciężać jak najczęściej. Niech tak zostanie.

