Broad Street Bullies

4 maja, 2010 (20:34) | NHL | By: Wojciech Świerkot

Już dziś w nocy czasu pol­skiego, sta­cja HBO wy­emi­tuje długo ocze­ki­wany film do­ku­men­talny “Broad Street Bullies”. Pewnie za­sta­na­wia­cie się jaki to ma zwią­zek z ho­ke­jem na lo­dzie — ano ma, i to bar­dzo duży. “Broad Street Bullies” to przy­do­mek jaki nadano Philadelphii Flyers na po­czątku lat sie­dem­dzie­sią­tych. Gracze z Pensylwanii wspo­mi­nani są jako jedna z naj­wred­niej­szych ekip w hi­sto­rii, która z twar­dej, cza­sem wręcz bru­tal­nej gry, uczy­niła swego ro­dzaju sztukę. Nikt ich nie lu­bił, na pra­wie każ­dym lo­do­wi­sku wi­tały ich gwizdy, ale oni upar­cie dą­żyli do celu. Mieli swój styl gry i no­men omen, twardo się go trzy­mali. Zapraszam na krótką opo­wieść o “Broad Street Bullies”.

Przydomek ten za­wdzię­cza swoje po­cho­dze­nie na­zwie ulicy, przy któ­rej mie­ściła się hala The Spectrum, gdzie roz­gry­wali swoje me­cze za­wod­nicy Flyers. Natomiast “bul­lies” to w pol­skim tłu­ma­cze­niu “łobuzy, za­bi­jaki, zbiry”. Po raz pierw­szy na­zwy tej użyto (zro­bili to Jack Chevalier i Pete Cafone z ga­zety Philadelphia Bulletin) 3 stycz­nia 1973 po eks­cy­tu­ją­cym me­czu Flyers z Atlantą Flames (3–1), w trak­cie któ­rego za­wod­nicy z Philadelphii wiele razy spro­wo­ko­wali bójki na lo­dzie. Kilka ty­go­dni po tym wy­da­rze­niu, na­past­nik Flyers Bobby Clarke, zo­stał naj­młod­szym za­wod­ni­kiem w hi­sto­rii (w owym cza­sie oczy­wi­ście), któ­rego wy­brano na ka­pi­tana ze­społu. Clarke nie za­wiódł, i po­pro­wa­dził Flyers do roz­gry­wek play-off. Tam, po raz pierw­szy w hi­sto­rii, Philadelphia wy­grała se­rię play-off po­ko­nu­jąc w sze­ściu me­czach Minnesotę North Stars. W ko­lej­nej run­dzie, “Broad Street Bullies” nie spro­stali Montreal Canadiens. Mimo to, wy­stępy Flyers w se­zo­nie 1972–73 dały ich ki­bi­com na­dzieję, że przy­szłość może być dla nich łaskawsza.

“Broad Street Bullies” w akcji!

Kolejny se­zon “roz­bi­ja­nia się” w li­dze, to jesz­cze wię­cej si­nia­ków u ry­wali, oraz wię­cej zwy­cięstw na kon­cie Philadelphii. Flyers zdo­mi­no­wali ry­wa­li­za­cję w West Division i za­koń­czyli se­zon re­gu­larny z bi­lan­sem 50–16–12. W mię­dzy­cza­sie Dave “The Hammer” Schultz usta­no­wił nie­zły wy­nik w ilo­ści mi­nut kar­nych, no­tu­jąc ich 348. W play-off Flyers naj­pierw zmie­tli z lodu Atlantę Flames, po­tem w sied­miu spo­tka­niach po­ko­nali New York Rangers, a w fi­nale zmie­rzyli się z Boston Bruins. “Broad Street Bullies” wy­grali se­rię w sze­ściu spo­tka­niach i Puchar Stanleya po raz pierw­szy za­wi­tał w Philadelphii. Taktyka oparta na grze si­ło­wej i wy­ko­rzy­sty­wa­niu bó­jek jako jed­nego z naj­waż­niej­szych ele­men­tów gry przy­nio­sła efekt — naj­cen­niej­sze ho­ke­jowe tro­feum zo­stało zdobyte.

Kolejny se­zon to na­stępne “po­pisy” Dave’a Schultza. Nowy re­kord ligi w ilo­ści mi­nut kar­nych zo­stał po­pra­wiony — 472 mi­nuty na licz­niku. Play-off i tym ra­zem oka­zał się po­pi­sem BSB — i po raz ko­lejny dane im było wznieść w górę Puchar Stanleya.

Sędzia po­wstrzy­muje Dave Schultza — ten, kto go spro­wo­ko­wał, po­wi­nien być wdzięczny

Do hi­sto­rii prze­szło spo­tka­nie po­mię­dzy Philadelphią a dru­żyną “Red Army Team” opartą na za­wod­ni­kach CSKA Moskwa, ro­ze­grane 11 stycz­nia 1976. W Związku Radzieckim po­je­dy­nek ten za­po­wia­dano jako stra­cie wir­tu­ozów ho­keja (oczy­wi­ście za ta­kich uwa­żano Sowietów) z ne­an­der­tal­czy­kami, uży­wa­ją­cymi kijów bejs­bo­lo­wych za­miast ho­ke­jo­wych. Sam mecz prze­bie­gał w ner­wo­wej at­mos­fe­rze. Flyers ro­bili to co po­tra­fili naj­le­piej, grali ostro, na po­gra­ni­czu prze­pi­sów, wie­lo­krot­nie zresztą je łamiąc. Po jed­nym z ata­ków Eda Van Impe na Waleri Charłamowa, tre­ner ra­dziec­kiej dru­żyny Konstantin Loktiev, zde­cy­do­wał się na ra­dy­kalną formę pro­te­stu i na­ka­zał swo­jej eki­pie zje­chać z lodu. Na try­bu­nach do­szło do słow­nych utar­czek po­mię­dzy wła­ści­cie­lem Flyers Edem Sniderem, a pre­ze­sem ra­dziec­kiej fe­de­ra­cji ho­ke­jo­wej. Snider za­gro­ził, że je­śli “Red Army Team” nie wróci na lód, to nie otrzy­mają wy­na­gro­dze­nia. Koniec koń­ców pod­opieczni Loktiewa wró­cili do gry i mecz do­koń­czono. Philadelphia Flyers zwy­cię­żyli 4–1.

Emocje jed­nak nie opa­dały. Po spo­tka­niu Loktiew na­zwał Flyers “bandą zwie­rząt”. Pozwolę so­bie prze­tłu­ma­czyć frag­ment ar­ty­kułu Milta Dunnela z Toronto Star, który po za­koń­cze­niu me­czu pi­sał w na­stę­pu­jący sposób:

“Loktiew znał wa­runki przed roz­po­czę­ciem spo­tka­nia. Nikt nie lubi grać w Philadelphii. W mo­men­cie gdy zgo­dził się na mecz z Flyers, ro­ze­grany we­dług za­sad obo­wią­zu­ją­cych w NHL, sę­dzio­wany przez sę­dziego z NHL, zna­lazł się na tej sa­mej łodzi co gra­cze Toronto Maple Leafs czy Vancouver Canucks. Loktiew chciał aby jego dru­żyna do­wie­działa się, jak to jest za­grać prze­ciwko Flyers w Philadelphii, sto­su­jąc się do za­sad NHL. Cóż, do­wie­dzieli się.”

Era “Broad Street Bullies” za­częła zmie­rzać ku koń­cowi wraz z odej­ściem Dave’a Schultza. Przed roz­po­czę­ciem se­zonu 1976–77 zo­stał on wy­trans­fe­ro­wany do Los Angeles Kings, a Flyers stra­cili je­den z naj­waż­niej­szych “ar­gu­men­tów”. Po za­koń­cze­niu roz­gry­wek “Broad Street Bullies” opu­ścił tre­ner Fred Shero, który ob­jął po­sadę ge­ne­ral­nego me­ne­dżera oraz tre­nera New York Rangers.

Te kilka se­zo­nów, w trak­cie któ­rych Flyers dwu­krot­nie zdo­byli Puchar Stanleya, prze­szło do hi­sto­rii ligi jako po­czą­tek no­wego trendu na lo­do­wi­skach NHL. Walka na pię­ści, ostra gra cia­łem oraz nie­zwy­kle agre­sywny styl gry stały się nie­odzow­nym ele­men­tem tak­tyki ho­ke­jo­wej, co miało bez­po­średni wpływ na wzrost za­in­te­re­so­wa­nia roz­gryw­kami NHL. Lata osiem­dzie­siąte oraz po­czą­tek dzie­więć­dzie­sią­tych cha­rak­te­ry­zo­wały się du­żym na­pły­wem do ligi za­wod­ni­ków wy­szko­lo­nych w bój­kach i ochro­nie gwiazd w po­szcze­gól­nych dru­ży­nach. Dopiero zmiana prze­pi­sów na bar­dziej re­stryk­cyjne za­trzy­mała ten trend i ogra­ni­czyła “wy­skoki ochro­nia­rzy”. Jedno jest pewne — Bobby Clarke, Reggie Leach, Bill Barber, Dave Schultz i reszta “Broad Street Bullies” byli ze­spo­łem nie­zwy­kłym i warto o nich pamiętać.

Jeżeli ktoś z Was bę­dzie miał moż­li­wość obej­rzeć film o któ­rym pi­sa­łem na po­czątku ar­ty­kułu, go­rąco za­chę­cam. Poniżej mo­że­cie za­po­znać się z trailerem.

Wojciech Świerkot

Wojciech Świerkot


rocz­nik ’85, z wy­kształ­ce­nia po­li­to­log i dzien­ni­karz, za­wo­dowo zaj­muje się mar­ke­tin­giem, a jego naj­więk­szą pa­sją jest .….… ho­kej na lo­dzie — to tak w wiel­kim skró­cie. Prywatnie ki­bi­cuję KH Sanok i Toronto Maple Leafs.