Trzech wielkich

Początek lipca to w NHL okres w trak­cie któ­rego osoby za­in­te­re­so­wane to ligą pa­sjo­nują się przede wszyst­kim za­koń­czo­nym nie­dawno dra­ftem, trans­fe­rami oraz no­wymi umo­wami pod­pi­sy­wa­nymi przez za­wod­ni­ków. W ca­łym tym zgiełku tro­chę za­gi­nęły wia­do­mo­ści do­ty­czące trzech zna­ko­mi­tych gra­czy, któ­rzy po­sta­no­wili za­koń­czyć swoje ka­riery. Jakiś czas temu obie­cy­wa­łem ten wpis na Twitterze, tak więc za­pra­szam na krótki prze­gląd do­ko­nań Roba Blake, Roda Brind’Amour oraz Scotta Niedermayera.

Rob Blake – zo­stał wy­brany w Drafcie 1988 z nu­me­rem 70 przez Los Angeles Kings. Pierwszy pełny se­zon w bar­wach Kings za­li­czył do­piero w roz­gryw­kach 1990–91. Jako de­biu­tant uzy­skał 46 punk­tów, co można uznać za bar­dzo do­bry wy­nik. W se­zo­nie 1992–93 udało mu się wraz ze swoim ze­spo­łem awan­so­wać do fi­nału roz­gry­wek o Puchar Stanleya, gdzie mu­siał uznać wyż­szość Montreal Canadiens. Cztery lata póź­niej, w trak­cie trade de­adline, słynny Wayne Gretzky opu­ścił Los Angeles, a Blake za­jął jego miej­sce jako ka­pi­tan ze­społu. Kolejne dwa lata to ko­lejne dwa świetne se­zony w wy­ko­na­niu Blake’a. Jego po­stawę na lo­dzie do­ce­niła ka­pi­tuła przy­zna­jąca na­grodę dla naj­lep­szego obrońcy w li­dze, ho­no­ru­jąc Blake’a tym za­szczy­tem. Po 11 la­tach spę­dzo­nych w Los Angeles, w trak­cie roz­gry­wek 2000-01 Blake do­łą­czył do Colorado Avalanche. Z punktu wi­dze­nia za­wod­nika była to wprost re­we­la­cyjna de­cy­zja. W ostat­nich 13 me­czach se­zonu Blake zdo­był 10 punk­tów. Swoją zna­ko­mitą formę pod­trzy­mał w play-off (19 punk­tów w 23 me­czach) i wy­dat­nie po­mógł Avalanche w zdo­by­ciu Pucharu Stanleya. Kolejne se­zony to sta­bilna, wy­soka dys­po­zy­cja i wy­niki punk­towe na po­zio­mie około 50 punk­tów rocz­nie. Niestety, nie udało mu się wraz z Colorado po­wtó­rzyć wy­niku z se­zonu 2000-01. Po za­koń­cze­niu kon­traktu z Avalanche, Blake wró­cił do Los Angeles i po­now­nie zwią­zał się umowa z miej­sco­wymi Kings. Olbrzymie do­świad­cze­nie po­ma­gało mu w grze, lecz wiek i po­ziom dru­żyny da­wał znać o so­bie – sta­ty­styki Roba nie były już tak do­bre jak wcze­śniej. Przed roz­po­czę­ciem se­zonu 2008-09 Blake zde­cy­do­wał się raz jesz­cze spró­bo­wać po­wal­czyć o Puchar Stanleya. Właśnie w taki spo­sób od­czy­tuję pod­pi­sa­nie kon­traktu z jed­nym z naj­lep­szych ze­spo­łów w li­dze – San Jose Sharks. W trak­cie roz­ry­wek se­zonu za­sad­ni­czego, Sharks spi­sy­wali się re­we­la­cyj­nie. Niestety w play-off nie było już tak ró­żowo. Sharks nie po­tra­fili awan­so­wać do ści­słego fi­nału, a ma­rze­nia Blake’a o ko­lej­nym Pucharze pę­kły ni­czym bańka my­dlana. Mimo wszystko Blake nie po­wi­nien być za­wie­dziony. Jest jed­nym z nie­wielu gra­czy, któ­rzy mają na swoim kon­cie trzy naj­waż­niej­sze ty­tuły w ho­ke­jo­wym świe­cie – mi­strza olim­pij­skiego (2002 – Salt Lake City), mi­strza świata (1994 – Włochy, 1997 – Finlandia) oraz zdo­bywcy Pucharu Stanleya (2001 – Colorado Avalanche). Swoją de­cy­zję o za­koń­cze­niu ka­riery ogło­sił 18 czerwca 2010 na spe­cjal­nie zwo­ła­nej kon­fe­ren­cji pra­so­wej. Dla mnie Blake za­wsze był sy­no­ni­mem praw­dzi­wego obrońcy, który na lo­dzie po­tra­fił wszystko. Jeśli trzeba by było zneu­tra­li­zo­wać po­czy­na­nia gwiazdy ry­wali – wy­słał­bym na lód Blake’a, je­śli po­trze­bo­wałby moc­nego strzału w prze­wa­dze – wy­słał­bym na lód Blake’a, je­śli ocze­ki­wał­bym moc­nego hitu na któ­rymś z ry­wali – wy­słał­bym Blake’a. Obrońca wzór, bez dwóch zdań.

Rob Blake

Scott Niedermayer – obec­no­ści tego za­wod­nika w dru­ży­nie to ma­rze­nie każ­dego tre­nera. Jeden z naj­lep­szych „ofen­syw­nych obroń­ców” w li­dze na prze­strzeni ostat­nich dwu­dzie­stu lat. W Drafcie 1991 wy­brali go z trze­cim nu­me­rem wło­da­rze New Jersey Devils i tej dru­ży­nie był wierny przez pierw­szych trzy­na­ście se­zo­nów na ta­flach NHL. Od po­czątku ka­riery w bar­wach Devils ujaw­niał swoje in­kli­na­cje do gry ofen­syw­nej, co prze­kła­dało się na bar­dzo do­bre wy­niki punk­towe. Trzeba przy­znać że Niedermayer miał szczę­ście. Trafił na świetny okres w hi­sto­rii or­ga­ni­za­cji z New Jersey, któ­rej udało się zgro­ma­dzić gro­madę uta­len­to­wa­nych za­wod­ni­ków w jed­nej dru­ży­nie. Zaowocowało to trzema ty­tu­łami mi­strzow­skimi (1995, 2000, 2003). Niedermayer przez cały czas pre­zen­to­wał nie­zwy­kle wy­soki po­ziom, co po­dob­nie jak w przy­padku Roba Blake, dało mu ty­tuł naj­lep­szego obrońcy w li­dze (se­zon 2003-04). Po za­koń­cze­niu lock-outu, Niedermayer pod­pi­sał kon­trakt z klu­bem z Anaheim, gdzie do­łą­czył do swo­jego brata Roba. Z miej­sca uzy­skał wiel­kie za­ufa­nie dru­żyny, która na­gro­dziła go sta­no­wi­skiem ka­pi­tana. Niedermayer od­wdzię­czył się zna­ko­mitą po­stawą i zdo­był 63 punkty w se­zo­nie za­sad­ni­czym. Niestety, w fi­na­łach Konferencji Zachodniej, Ducks mu­sieli uznać wyż­szość Edmonton Oilers, Włodarze klubu z Anaheim prze­ana­li­zo­wali przy­czyny nie­po­wo­dze­nia i przed roz­po­czę­ciem ko­lej­nych roz­gry­wek do­ko­nali od­po­wied­nich ru­chów ka­dro­wych. Do ekipy do­łą­czono Chrisa Prongera i Ducks roz­po­częli ko­lejny marsz po ty­tuł. Niedermayer znów za­no­to­wał re­we­la­cyjny se­zon (69 pkt!) a Ducks do­tarli do fi­nału gdzie po­ko­nali Ottawę Senators 4–1. Co wię­cej, Scott zo­stał uznany za naj­lep­szego za­wod­nika play-off. Kolejne se­zony w Ducks nie były już tak udane. Co prawda osią­gnię­cia in­dy­wi­du­alne miał na­dal na wy­so­kim po­zio­mie, lecz wy­niki dru­żyny nie były za­do­wa­la­jące. Miniony se­zon oka­zał się ostat­nim w jego bo­ga­tej ka­rie­rze. Co cie­kawe, Niedermayer jest je­dy­nym ka­na­dyj­skim za­wod­ni­kiem, który zdo­był sześć ty­tu­łów w naj­waż­niej­szych tur­nie­jach dla Kanadyjczyków – Puchar Stanleya, Mistrzostwo Olimpijskie, Mistrzostwo Świata, Mistrzostwo Świata ju­nio­rów, Puchar Świata, oraz Memorial Cup. Zakończenie swo­jej ka­riery ogło­sił 22 czerwca w trak­cie kon­fe­ren­cji pra­so­wej. Obecnie spe­ku­luje się, że być może zo­sta­nie w Anaheim i bę­dzie „wpro­wa­dzał” w świat do­ro­słego ho­keja te­go­roczny wy­bór Ducks w draf­cie – Cama Fowlera.

Scott Niedermayer

Rod Brind’Amour – wy­brany (nr 9) w tym sa­mym draf­cie co Rob Blake przez St. Louis Blues, nie za­grzał miej­sca w tym ze­spole. Dwa pra­wie pełne se­zony, 110 punk­tów – bar­dzo do­bry wy­nik. Mimo to sze­fo­wie Blues zde­cy­do­wali się na wy­mianę i Brind’Amour tra­fił do Philadelphii. Spędził tam dzie­więć se­zo­nów, i choć za­wsze był klu­czo­wym za­wod­ni­kiem ze­społu – rzadko kiedy tra­fiał na pierw­sze strony ga­zet. Tylko raz wy­brano go do składu All-Star, choć wy­da­wać by się mo­gło, że bę­dzie eta­to­wym uczest­ni­kiem tego me­czu. Niezwykle so­lidny, pra­co­wity, na lo­dzie za­wsze ha­ro­wał na rzecz dru­żyny. To wła­śnie ten etos pracy i po­świę­ce­nia spra­wił, że tre­ne­rzy któ­rzy go pro­wa­dzili, mieli o nim bar­dzo do­bre zda­nie. Na swój pierw­szy ty­tuł mi­strzow­ski cze­kał aż do 2006 roku, gdy w bar­wach Carolina Hurricanes, jako men­tor Erica Staala, pod­niósł w górę naj­cen­niej­sze ho­ke­jowe tro­feum. Dwukrotnie na­gro­dzono go na­grodą im. Franka J. Selke, dla naj­lep­szego na­past­nika bio­rąc pod uwagę de­fen­sywne aspekty gry. To tylko po­twier­dza moje wcze­śniej­sze słowa o po­świę­ce­niu dla dru­żyny i nie­zwy­kłej pra­co­wi­to­ści. W trak­cie swo­jej bo­ga­tej ka­riery ro­ze­grał bli­sko 1500 spo­tkań, zdo­był 452 gole i asy­sto­wał przy 732. W play-off dane mu było ro­ze­grać 159 spo­tkań, pod­czas któ­rych zdo­był 111 punk­tów. Mimo że omi­jały go wy­róż­nie­nia i po­wo­ła­nia do re­pre­zen­ta­cji, moim zda­niem Brind’Amour to wspa­niały za­wod­nik, który swoją po­stawą na lo­dzie udo­wod­nił, że za­słu­żył na miej­sce w ho­ke­jo­wej hali sław. Teraz czeka go ko­lejne wiel­kie wy­zwa­nie, bo­wiem w naj­bliż­szych ty­go­dniach za­mie­rza się oże­nić. Generalny me­na­dżer Hurricanes, już za­po­wie­dział, że po po­wro­cie z mie­siąca mio­do­wego Brind’Amour zo­sta­nie za­pro­szony do współ­pracy z klu­bem. Uważam, że to nie­zwy­kle słuszna decyzja.

Rod Brind’Amour

Trzech wiel­kich gra­czy, trzy wspa­niałe hi­sto­rie. Każdy z nich wniósł bar­dzo wiele do hi­sto­rii ligi NHL i hi­sto­rii ho­keja. Mam na­dzieję, że ich do­ko­na­nie ni­gdy nie zo­staną za­po­mniane, a mło­dzi gra­cze od­waż­nie sztur­mu­jący ligę będą sta­wiać ich za wzór po­stawy za­równo na lo­dzie jak i poza nim. Rob, Scott, Rod – dzięki za wspa­niałe kariery.


Wojciech Świerkot

Wojciech Świerkot, rocznik ’85, z wykształcenia politolog i dziennikarz, na codzień pasjonat hokeja na lodzie — to tak w wiel­kim skrócie.

Napisałem 193 posty/ów na 3x20.pl.


Zostaw komentarz

XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>