
W drugiej części zapowiedzi zbliżających się mistrzostw świata do lat 20 w Kanadzie przeanalizujemy siłę ekip, które będą rywalizować w grupie A (Scotiabank Saddledome w Calgary). Za faworytów grupy uchodzą broniący tytułu Rosjanie i bardzo silni, podrażnieni brakiem medalu na ostatnim turnieju Szwedzi. Do tego dochodzą mający stabilne miejsce w elicie Szwajcarzy, Słowacy i powracający po roku przerwy Łotysze.
Łotwa
Młodzi hokeiści z tego małego, ale rozkochanego w hokeju na lodzie kraju po raz czwarty wystąpią wśród dziesięciu najlepszych ekip tej kategorii wiekowej. Łotysze do elity wracają po rocznej przerwie, a awans wywalczyli sobie na turnieju rozgrywanym na Białorusi, gdzie zanotowali komplet zwycięstw, zdobywając 21 bramek i tracąc ledwie 3. W składzie na tegoroczną imprezę w prowincji Alberta znalazło się pięciu hokeistów z turnieju sprzed roku, w tym bramkarz młodzieżowej ekipy Dinamo Ryga Kristers Gudlevskis. Wśród obrońców wyróżnić możemy mocno zbudowanego gracza ligi QMJHL Nikitę Kolesnikovsa, ale najbaczniej obserwowanym członkiem ekipy będzie na pewno środkowy Zemgus Grigensons. Największa gwiazda ekipy i zarazem hokeista, który znalazł się na pierwszej pozycji wśród prospektów ligi USHL na najbliższy draft NHL. Kapitan Dubuque Fighting Saints w 18 spotkaniach tego sezonu zgromadził 20 punktów za 9 goli i 11 asyst i niewykluczone, że latem zostanie pierwszym łotewskim hokeistą w historii, który dostąpi zaszczytu wyboru w pierwszej rundzie draftu do NHL. Do tej pory najwyższym numerem może się pochwalić słynny Sandis Ozolins, który został wybrany z numerem 30 w drugiej rundzie draftu 1991 prze San Jose Sharks, a liga liczyła wtedy 22 zespoły. Szansę wyboru w którejś z dalszych rund ma też środkowy Teodors Blugers, który notuje średnią ponad punkt na mecz w USHS. Co ciekawe jedynym zawodnikiem ze składu trenera Eriksa Milunsa, który był draftowany przez którąś z ekip NHL jest Kristians Pless (181 numer draftu 2010, Edmonton Oilers). Lewoskrzydłowy Edmonton Oil Kings w bieżącym sezonie WHL strzelił 12 goli i zanotował 6 asyst i na pewno będzie jednym z liderów tej reprezentacji na turnieju w Kanadzie, tak jak rok temu na Białorusi. Jak zwykle bardzo licznie reprezentowana jest młodzieżowa ekipa najmocniejszego klubu hokejowego na Łotwie Dinama, czyli HK Ryga. Szkoda tylko, że kadry nie wzmocni z powodzeniem występujący już na poziomie KHL Ainars Podzins. Ten młody hokeista przez lata związany był z Rosją i póki co nie może reprezentować Łotwy, o bilet do Kanady walczył na zgrupowaniu broniącej tytułu reprezentacji „Sbornej”, ale konkurencja okazała się zbyt silna. Drużyna narodowa Łotwy U20 nigdy nie zakończyła turnieju elity wyżej niż na ósmej pozycji (2009 rok), teraz też za nadrzędny cel uchodzić będzie powtórzenie tego wyniku, co pozwoli na zachowanie miejsca wśród dziesięciu najlepszych ekip świata. Należy się jednak spodziewać ambitnej postawy tego zespołu, który nie będzie chciał być jedynie dostarczycielem punktów.
Rosja
Broniący tytułu Rosjanie po wspaniałym triumfie na amerykańskiej ziemi planują kolejny wielki sukces, czyli obronę tytułu w ojczyźnie hokeja, Kanadzie. Trener Valeri Bragin dysponuje w tym roku zupełnie inną ekipą, zaledwie jeden hokeista (kapitan zespołu Evgeni Kuznetsov) pamięta złoto sprzed roku wywalczone w Buffalo. Jedno możemy jednak powiedzieć na pewno, w tej ekipie nie brakuje talentu, zwłaszcza tego ofensywnego, a to gwarantuje, że mecze młodych Rosjan będzie się oglądać doprawdy wybornie. W bramce Andreia Makarova, jednego z przedstawicieli licznej w tym roku grupy graczy z młodzieżowych lig zza Oceanu naciskać będzie 17-letni Andrei Vasilevski, obaj mogą zostać wybrani w najbliższym drafcie do NHL, a Vasilevski to najwyżej obecnie notowany bramkarz wśród młodych graczy występujący w Rosji. Niewielkie wątpliwości wśród kibiców „Sbornej” dotyczą linii obronnej, w której próżno szukać graczy mających doświadczenie w tej kategorii wiekowej, na szczęście niektórzy gracze są już całkiem nieźle wprawieni w rywalizacji na poziomie KHL, najmocniejszej ligi w Europie. 19-letni Zakhar Arzamastsev zaczął już swój drugi sezon w barwach Metallurga Nowokuźnieck i przez ten czas zaliczył blisko osiemdziesiąt spotkań sezonu zasadniczego. Ten wszechstronny defensor powinien być jedną z kluczowych postaci tegorocznej defensywy „Sbornej”. To samo można powiedzieć o Nikicie Nesterovie, hokeista draftowany przez Tampa Bay Lightning w 5 rundzie ostatniego draftu spisywał się świetnie w młodzieżowej MHL, co zaowocowało siedmioma meczami w barwach bardzo mocnego w tym sezonie KHL Traktora Czelabińsk. Przy grze w liczebnej przewadze przyda się też na pewno Viktor Antipin z Magnitogorska. Bogactwa talentu i umiejętności bez dwóch zdań nie brakuje wśród napastników tegorocznej ekipy Rosji do lat 20. Nail Yakupov, Mikhail Grigorenko, o nich będzie się mówiło najwięcej, kto wie czy ci dwaj nieprzeciętnie uzdolnieni młodzieńcy nie będą wybrani z dwoma pierwszymi numerami czerwcowego draftu NHL. Jednak największą osobowością będzie przedstawiciel rodzimych rozgrywek, wspomniany już Kuznetsov (26 numer draftu 2010, Washington Capitals). 19-latek z Czelabińska niemal w pojedynkę poprowadził Rosjan do złota w Buffalo, a na tegoroczny turniej przyjeżdża w glorii jednej z największych gwiazd nie tylko liderującego zachodniej części ligi Traktora, ale i całej KHL. Spośród graczy rodzimych klubów nie sposób nie wymienić także filigranowego Nikity Guseva, który punktuje jak na zawołanie w młodzieżowej ekipie CSKA i jego kolegi klubowego Nikity Kucherova, który ma już za sobą wybór w drafcie NHL (58 numer w 2011, Tampa Bay Lightning). Frakcję graczy zza Oceanu uzupełniają: Vladislav Namestnikov z London Knights (27 numer draftu 2011, Tampa Bay Lightning), który był bliski wyjazdu na zeszłoroczny turniej w Buffalo oraz Alexander Khokhlachev z Windsor Sptfires (40 numer draftu 2011, Boston Bruins). W momencie kiedy piszę te słowa nie znamy jeszcze finałowego składu także nie wiem czy znajdzie się w nim miejsce dla Ivana Telegina z Barrie Colts, który grał już na turnieju do lat 20 w 2010 roku, nie było go za to w Buffalo. Juniorska reprezentacja „Sbornej” to chyba największy potencjał ofensywny wśród wszystkich uczestników turnieju, a w tych rozgrywkach może to mieć kluczowe znaczenie, jeśli ta ekipa będzie funkcjonować jak jeden zgrany team to może osiągnąć naprawdę wiele. Brak medalu będzie gigantycznym rozczarowaniem.
Słowacja
W ostatnich latach słowacka reprezentacja do lat 20 zdecydowanie częściej musiała do końca bić się o utrzymanie w elicie zamiast myśleć o wysokich miejscach. Od swojego debiutu wśród najlepszych (1996) młodzi Słowacy tylko raz zdołali wdrapać się na podium (brąz w 1999 roku). Drużyna naszych południowych sąsiadów, którą na turnieju w Kanadzie poprowadzi Ernest Bokros, miała trochę szczęścia bowiem w fazie grupowej uniknie dwóch zamorskich potęg. Nie znaczy to jednak, że będzie łatwo, Słowacy mają swoje atuty, ale i nie można powiedzieć żeby ich ekipa mogła wystraszyć nawet średnio mocnych uczestników turnieju w Albercie. Wśród bramkarzy tym pierwszym będzie zapewne najbardziej doświadczony Dominik Riecicky, który bronił reprezentacyjnej bramki na turnieju w Buffalo. Poza nim doświadczenia z ostatniej edycji imprezy ma jeszcze pięciu innych podopiecznych trenera Bokrosa. Defensywa, to w tej formacji kibice reprezentacji Słowacji U20 powinni pokładać największe nadzieje w kontekście turnieju w Calgary i Edmonton. Martin Marincin (46 numer draftu 2010, Edmonton Oilers), Adam Janosik (72 numer draftu 2010, Tampa Bay Lightning) i Peter Ceresnak (172 numer draftu 2011, New York Rangers) od tej trójki zależeć będzie naprawdę wiele. Każdy z nich gra na co dzień w juniorskich ligach za Oceanem oraz ma doświadczenie z ubiegłorocznej imprezy. Prawdziwym weteranem w tym towarzystwie może czuć się zwłaszcza ten pierwszy, dla którego będzie to już trzeci mistrzowski turniej do lat 20, zdążył też już zadebiutować w lidze AHL, bezpośrednim zapleczu najlepszych rozgrywek świata. Draft do NHL ma też już za sobą Martin Gernat (122 numer draftu 2011, Edmonton Oilers), a jest jeszcze przecież także Michal Cajkovsky, kolejny zawodnik uczący się hokejowego rzemiosła w OHL. Niestety tak wielu atutów co z tyłu nie odnajdziemy w liniach ataku. Oczywiście wszyscy na Słowacji liczą na o wiele lepszy niż przed rokiem występ kapitalnie panującego nad krążkiem Tomasa Jurco (35 numer draftu 2011, Detroit Red Wings), który w Buffalo strzelił tylko jedną bramkę. „Skrzydła” mają też prawa do innego potencjalnie czołowego gracza tej reprezentacji, lewoskrzydłowego Marka Tvrdona, który rozgrywa bardzo dobry sezon w WHL, notując średnio ponad punkt na mecz. Ciekawą postacią jest na pewno 17-letni Marko Dano, który już teraz przyzwoicie spisuje się w seniorskiej ekipie Dukli Trenczyn, a w drafcie NHL dostępny będzie dopiero od 2013 roku, poza nim brakuje jednak wartościowych środkowych i ta pozycja może się okazać pięta achillesową ekipy Bokrosa. 14 bramek w QMJHL ustrzelił w tym sezonie skrzydłowy Lukas Cingel, wymieńmy jeszcze także Richarda Mraza, który zbiera doświadczenie w MHL, młodzieżowym zapleczu najmocniejszej w Europie KHL. Gdyby nie kontuzje tę ekipę wzmocnić mogliby jeszcze Tomas Zigo i Martin Jakubek, ale w Albercie trzeba będzie radzić sobie bez nich. Na co stać młodych Słowaków? Wszystko inne niż zażarta walka o utrzymanie będzie mile widziane, absolutnie kluczowe znaczenie może mieć grupowy mecz ze Szwajcarią, który może zapewnić awans do ćwierćfinału i spokój w kontekście pozostania w elicie.
Szwajcaria
Helweci po dwóch niezwykle udanych turniejach (czwarta i piąta pozycja) na dobre zadomowili się w elicie zespołów tej kategorii wiekowej. Kolejny krok w kierunku podium chciałoby się zrobić w tym roku, niestety olbrzymim ciosem będzie na pewno brak Nino Niederreitera, gwiazdy dwóch poprzednich edycji, który nie dawno doszedł do siebie po kontuzji i którego nie zwolniła jego ekipa NHL, New York Islanders. Kibice szwajcarscy nie załamywali jednak długo rąk, bowiem w zgodnej opinii do Kanady przywożą jedną z najsilniejszych, o ile nie najsilniejsza ekipę w swojej historii, ekipę która ma być groźna dla każdego. O miano pierwszego między słupkami zawalczą bardziej doświadczony Lukas Meili i będący ostatnio w dobrej dyspozycji Tim Wolf. O prawidłowym rozwoju szwajcarskiego hokeja świadczy też całkiem liczna kolonia młodych hokeistów z juniorskich lig zza Oceanu, jacy znaleźli się w składzie na tegoroczny turniej. Jednym z nich jest defensor Dario Trutmann z Plymouth Whalers, jeden z sześciu zawodników mających doświadczenia z zeszłorocznej imprezy w Buffalo. W lidze WHL doświadczenia zbiera z kolei Dave Sutter, który nie dostał się do drużyny rok temu, ale teraz może odgrywać istotną rolę. Kibiców ekipy Szwajcarii z pewnością cieszy potencjał formacji ofensywnej, wydaje się, że po raz pierwszy Helweci mogą liczyć na to, że wywalczą coś dzięki swoim umiejętnościom, a nie jedynie żelaznej dyscyplinie i taktyce. Oczywiście centralną postacią i kreatorem poczynań ofensywnych ma być obdarzony bajeczna techniką Sven Bartschi (13 numer draftu 2011, Calgary Flames), jeden z najlepiej punktujących graczy WHL i gwiazda Portland Winterhawks. Bartschi przed rokiem zbierał doświadczenie, ale teraz ma być gwiazdą pierwszej wielkości, ale są też inni. Filigranowy Alessio Bertaggia ma w tym sezonie 34 punkty w 35 meczach Brandon Wheat Kings (WHL). Trzeba jednak docenić także tych młodych Szwajcarów, którzy z powodzeniem występują w rodzimej, niesłabej przecież, lidze. Christoph Bertschy z dobrym skutkiem radzi sobie w topowej linii ekipy SC Bern, mając u boku doświadczonych reprezentantów kraju Plussa i Ruthemanna. Niezgorzej poczyna sobie jego klubowy kolega Joel Vermin (grał przed rokiem w Buffalo), jednak za prawdziwą perełkę można uznać Dario Simiona. Obdarzony dobrymi warunkami fizycznymi skrzydłowy wywalczył sobie miejsce w ligowej ekipie Lugano, dla której strzelił trzy gole. Całkiem dobry wyczyn jak na 17-latka, być może Helwetom rośnie kolejny Niederreiter. W nieco słabszej formie jest Gregory Hofmann z Ambri-Piotta, ale jego doświadczenie może być przydatne. Jako jedyny w tej ekipie, nie licząc Bartschi’ego doczekał się już wyboru w drafcie do NHL (103 numer w 2011, Carolina Hurricanes). Szwajcaria wysyła do Alberty naprawdę ciekawą drużynę, oczywiście szkoda, że nie będzie Nino Niederreitera i nie chodzi nawet tylko o jego umiejętności, ale także cechy przywódcze i grę ciałem. Myślę, jednak, że nawet i bez niego Helweci mogą powtórzyć wynik sprzed roku lub awansować przynajmniej do najlepszej szóstki.
Szwecja
Reprezentacja „Trzech Koron” U20 rok temu w Buffalo po raz pierwszy od czterech lat nie zdołała wywalczyć jakiegokolwiek medalu, bardzo mocna ekipa jaka udaje się do Kanady zrobi z pewnością wszystko by nie dopuścić do kolejnego rozczarowania. Wśród wybrańców trenera Rogera Ronnberga odnajdziemy aż czterech zawodników wybranych w pierwszej rundzie ostatniego draftu. Są to: napastnik Mika Zibanejad (numer 6, Ottawa Senators), obrońca Jonas Brodin (numer 10, Minnesota Wild), obrońca Oscar Klefbom (numer 19, Edmonton Oilers) i napastnik Richard Rakell (numer 30, Anaheim Ducks), a przecież gdyby nie błyskawiczny przeskok do NHL zagrać mogliby także wybrani w pierwszej piątce Gabriel Landeskog i Adam Larsson. Potencjał wśród szwedzkiej młodzieży jest jednak tak ogromny, że na to miejsce weszli inni, wcale nie gorsi. Skauci klubów NHL szczególnie bacznie będą się przyglądać trójce najwyżej notowanych szwedzkich graczy na kolejny draft. Filip Forsberg (zbieżność nazwisk ze słynnym Peterem przypadkowa) z Leksand to murowany kandydat do pierwszej dziesiątki, a nikogo nie zdziwi jeśli w pierwszej rundzie zostaną wybrani także skrzydłowi Sebastian Collberg z Frolundy i Pontus Aberg z Djurgarden. Całe to trio już teraz z powodzeniem rywalizuje w seniorskich rozgrywkowych w swoim kraju, Aberg strzelił już 7 bramek w nowym sezonie Elitserien. Poza Rakellem rozczarowującą porażkę 2:4 w meczu o brąz z gospodarzem imprezy w Buffalo pamięta jeszcze także pięciu innych zawodników z tegorocznego składu. Są to: obrońcy John Klingberg (131 numer draftu 2010, Dallas Stars) i Patrick Nemeth (41 numer draftu 2010, Dallas Stars) oraz napastnicy Johan Larsson (56 numer draftu 2010, Minnesota Wild), Johan Sundstrom (50 numer draftu 2011, New York Islanders) i Max Friberg (143 numer draftu 2011, Anaheim Ducks). Co ciekawe jedynym hokeistą w kadrze Szwecji, który mógł być draftowany, ale póki co pozostaje pominięty jest lewoskrzydłowy Erik Thorell, przede wszystkim gracz do zadań specjalnych. Wśród wyrównanej trójki bramkarzy pierwszym wyborem trenera Ronnberga będzie najprawdopodobniej Johan Gustafsson (159 numer draftu 2010, Minnesota Wild), który spisuje się bardzo dobrze w seniorskiej Elitserien i zdążył już rozegrać jedno spotkanie w „dorosłej” drużynie narodowej w tegorocznym cyklu EHT. Skład Szwecji na papierze wygląda na bardzo mocny i zawiera mnóstwo przyszłych gwiazd światowego hokeja. Co ważne poza graczami ofensywnymi znalazło się też miejsce dla napastników, których głównym zadaniem będzie uprzykrzanie życia rywalom. Ekipa „Trzech Koron” może śmiało celować w wielki finał, choć celem nadrzędnym będzie z pewnością przywiezienie jakiegokolwiek medalu.

