
Zapraszam do lektury ostatniej części zapowiedzi zbliżających się mistrzostw świata do lat 20. Dzisiaj przyjrzymy się ekipom z grupy B, która swoje mecze rozgrywać będzie w Rexall Place w Edmonton. Potęga tej kategorii wiekowej Kanada po srebrnym medalu sprzed roku u siebie będzie zainteresowana tylko i wyłącznie złotem, po dwóch bardzo udanych turniejach nie mniejsze apetyty mają Amerykanie, do tego jeszcze zawsze groźni Finowie, Czesi i wracająca po czterech latach gry poza elitą Dania.
Czechy
Czeski hokej to ciągle uznana marka, ale kryzys jest doskonale widoczny kiedy spogląda się na dokonania reprezentacji U20 na przestrzeni ostatnich lat. W najlepszej czwórce nasi południowi sąsiedzi nie pojawiają się od 2005 roku i tylko z rozrzewnieniem mogą wspominać dwa złote medale z rzędu z lat 2000 – 2001, kiedy swoje wielkie kariery rozpoczynali tacy gracze jak: Tomas Plekanec, Martin Erat czy Radim Vrbata. Ostatnie dwa turnieje przyniosły Czechom zaledwie siódmą pozycję. Do tegorocznej imprezy Czesi podchodzą z umiarkowanym optymizmem, w ich składzie będzie pięciu zawodników z zeszłorocznej ekipy, jak również kilku dobrze zapowiadających się prospektów dostępnych w drafcie 2012. Pierwszym wyborem trenera Miroslava Prerosta jeśli chodzi o obsadę bramki powinien być Petr Mrazek (141 numer draftu 2010, Detroit Red Wings), który z powodzeniem występuje na lodowiskach OHL. W obronie najważniejszą postacią powinien być David Musil (31 numer draftu 2011, Edmonton Oilers), który rozgrywa już trzeci sezon w barwach Vancouver Giants (WHL). Wiele do powiedzenia będzie miał też na pewno 19-letni Bohumil Jank, wprawdzie dotąd nie znalazł on uznania wśród ekip NHL, ale za to od początku sezonu zdobywa bezcenne doświadczenie w barwach HC Lev Poprad, ekipy rywalizującej na co dzień w najmocniejszej w Europie lidze KHL. Jeśli chodzi o siłę ataku to ta poniosła wielką stratę wraz z absencją Martina Frka. 18-letni napastnik Halifax Mooseheads (QMJHL) został sklasyfikowany na drugiej pozycji wśród graczy tej ligi, jacy będą dostępni w drafcie 2012. Błyskotliwy skrzydłowy nadal boryka się z problemami zdrowotnymi po wstrząśnieniu mózgu. Wrócił już co prawda do gry, ale sam uznał, że nie jest w stanie dać z siebie 100% i z udziału w turnieju zrezygnował. Jak wielka to strata dla reprezentacji naszych południowych sąsiadów pokazują jego statystyki z ostatniej kampanii. Frk miał 22 gole i 50 punktów w 62 meczach swojego debiutanckiego sezonu w QMJHL, a na ostatnim turnieju do lat 20 w Buffalo rywalizując ze starszymi do siebie zawodnikami miał sześć punktów w sześciu meczach. Na środku drugiej formacji należy się spodziewać Tomasa Hertla ze stołecznej Slavii, najwyżej klasyfikowanego prospekta wśród czeskich graczy występujących w ojczyźnie. W nowym sezonie OHL świetnie poczyna sobie 17-letni Radek Faksa z Kitchener Rangers, który znalazł się na czwartej pozycji wśród prospektów z tej ligi. Mocnymi punktami ekipy powinni być także trzej napastnicy mający już doświadczenie z zeszłorocznej imprezy w Buffalo tj. Jakub Culek (76 numer draftu 2010, Ottawa Senators), Petr Straka (55 numer 2010, Columbus Blue Jackets) i niedraftowany dotąd Petr Holik. Drugim przedstawicielem KHL-owych „Lwów” z Popradu jest napastnik Jiri Sekac, szerszej publiczności zaprezentuje się też Dmitrij Jaskin, wybrany z dosyć wysokim 41 numerem ostatniego draftu przez St. Louis Blues. Czesi to dosyć nieobliczalna ekipa, z dość ciekawym składem, ale chyba raczej nie aż tak silnym by pokusić się o czołową czwórkę imprezy.
Dania
Duńska ekipa do lat 20 powraca do grona dziesięciu najlepszych zespołów świata po czteroletniej przerwie. W swoim debiucie w 2008 roku młodzi hokeiści z tego kraju zajęli ostatnią pozycję i nie odnosząc ani jednego zwycięstwa z hukiem spadli stopień niżej. Wrota do elity po raz drugi w historii udało się sforsować rok temu, kiedy to na turnieju w słoweńskim Bledzie „Wikingowie” minimalnie wyprzedzili gospodarzy imprezy. W Kanadzie młodych Duńczyków czeka bardzo trudne zadanie, ale poza nauką celem będzie też na pewno poprawa osiągnięć z 2008 roku, tym bardziej, że reprezentacja prowadzona przez Todda Bjorkstranda ma swoje atuty. Niestety nie jest to raczej obsada bramki. Z najpewniejszego, typowanego na „jedynkę” Sebastiana Feuka jakiś czas temu zrezygnowała młodzieżowa ekipa szwedzkiej Timry, a inni goalkeeperzy wyższego poziomu nie gwarantują. Formację obronną, od której bardzo wiele będzie zależeć tworzą gracze w miarę regularnie występujący w najwyższej klasie rozgrywkowej w kraju, ale brakuje w niej kogoś kto zdecydowanie by się wyróżniał. Jeśli chodzi o reprezentację Danii na ten turniej to śmiało możemy powiedzieć, że im bardziej do przodu tym więcej mocnych kart. Takiej formacji ataku naprawdę nie trzeba się wstydzić, a przecież gdyby nie kontuzje mogło być jeszcze lepiej. Ofensywę trenera Bjorkstranda rozświetla przede wszystkim gwiazda kapitalnie rozwijającego się za Oceanem Nicklasa Jensena. Obdarzony znakomitymi warunkami fizycznymi skrzydłowy Oshawa Generals (wybrany z numerem 29 przez Canucks w drafcie 2011) w nowej kampanii bez problemów powinien poprawić swoje osiągnięcia ofensywne z ostatniego sezonu OHL (29 goli i 58 pkt). Jensen ma wszystko by stać się kolejnym duńskim graczem w NHL, warto też dodać, że już w ostatnim okresie przedsezonowym dostawał sporą ilość gier od trenera ekipy z Vancouver i z pewnością będzie liderem tej reprezentacji. Dania U20 to jednak nie tylko Jensen. Warto będzie zwrócić uwagę choćby na Thomasa Spellinga, który strzela jak na zawołanie w najwyższej klasie rozgrywkowej w Danii i w pierwszym notowaniu znalazł się na najwyższej pozycji wśród duńskich prospektów na draft 2012. W kadrze jest też trzeci na tej liście Nicki Kisum i bardzo skuteczny w juniorskiej ekipie szwedzkiego Malmo Nicolai Meyer. Co ciekawe trener Todd Bjorkstrand to nie jedyny przedstawiciel rodziny, w reprezentacji zagrają jego dwaj synowie: Patrick i Oliver, obaj znakomicie spisują się w seniorskiej ekipie Herning, którą trenuje na co dzień…Todd Bjorkstrand. Młodszy z braci ma ledwie 16 lat, a już zdążył strzelić 12 goli w najmocniejszej lidze seniorskiej w kraju. W liniach ataku odnajdziemy jeszcze jednego 16-latka, Madsa Ellera, młodszego brata znanego z lodowisk NHL Larsa. Mads wydaje się podążać ścieżką wyznaczoną przez brata, bowiem podobnie jak on dojrzewa w ekipie szwedzkiej Frolundy i za kilka lat może być o nim głośno. Kibice duńscy mogą żałować, że urazy wyeliminowały z turnieju takich graczy jak Felix Scheel, Patrick Russel czy Sebastian Ehlers, ale o atak chyba jednak i tak martwić się będą najmniej. Jeśli obrona stanie na wysokości zadania to nie powinno być źle. Rzuceni do bardzo trudnej grupy Duńczycy będą zapewne bić się o utrzymanie, jeśli uda im się zachować miejsce w elicie za rok z pewnością będą mocniejsi, ale tej ekipy i tak w żadnym razie nie muszą się wstydzić.
Finlandia
Mimo bardzo zdolnych roczników wśród juniorów ekipa „Suomi” od sześciu lat nie potrafi wedrzeć się do najlepszej trójki imprezy do lat 20. Również i w tym sezonie ekipa wydaje się być naprawdę wyrównana i mocna, ale konkurencja może mieć jeszcze więcej atutów. Finowie jak to Finowie będą próbowali nadrabiać braki dyscypliną w grze i rezygnacją z jednostki na rzecz dobra ogółu. Obecny szkoleniowiec Raimo Helminen ma do dyspozycji sześciu zawodników, którzy przed rokiem występowali na turnieju w Buffalo i teraz mają być centralnymi postaciami zespołu. Wśród nich bramkarz Sami Aittokallio (107 numer draftu 2010, Colorado Avalanche), przymierzany do roli „jedynki”, choć wydaje się, że szanse gry dostanie także Christopher Gibson (49 numer draftu 2011, Los Angeles Kings). Centralną postacią obrony będzie bez wątpienia 17-letni Olli Maatta, najlepszy z młodych Finów dostępnych w najbliższym drafcie. Mimo młodego wieku już przed rokiem był ważnym ogniwem kary U20, a teraz gdy świetnie zaadoptował się do gry w OHL (London Knights) jego wartość dla ekipy jest w zasadzie bezcenna. Ten wszechstronny defensor dobrze jeździ na łyżwach, jest bardzo trudny do ogrania jeden na jeden i wielu uważa, że w razie udanego występu w Kanadzie może się spodziewać wyboru w pierwszej połowie pierwszej rundy, a przecież już teraz uchodzi za pewniaka do pierwszej trzydziestki draftu do NHL. Bardzo podobnie grającym obrońcą jest Ville Pokka z Karpat Oulu, mówi się o nim mniej, ale i on nie powinien umknąć uwadze skautów ekip z najlepszej hokejowej ligi świata. Osobiście bardzo ciekawi mnie występ Rasmusa Ristolainena, 17-latek z TPS w wielkim stylu wywalczył sobie miejsce w seniorskim zespole występującym w SM-liidze, ma świetne warunki fizyczne i choć jego kolej w drafcie przyjdzie dopiero w 2013 roku to już teraz mówi się o nim jako o potencjalnym wyborze w pierwszej rundzie. W ataku najważniejsza będzie zespołowość, ale trzeba sobie jasno powiedzieć, że gwiazd tam nie brakuje. Największą jest bez dwóch zdań Mikael Granlund (9 numer draftu 2010, Minnesota Wild). 19-letni środkowy stołecznego HIFK stracił zeszłoroczny turniej z powodu kontuzji, ale w wielkim stylu odbił to sobie w rywalizacji seniorskiej. Po złotym turnieju w Bratysławie cała Finlandia oszalała na punkcie starszego z braci, który zapisał się w pamięci przede wszystkim niesamowitym trafieniem w półfinałowym meczu z Rosją. Na imprezie do lat 20 presja na tym graczu będzie ogromna, bo nikt nie wyobraża sobie by nie dominował tam tak jak choćby w seniorskiej SM-liidze, gdzie jest liderem zarówno pod względem asyst jak i punktów. Na skrzydle pierwszej formacji towarzyszyć mu będzie zapewne jego młodszy brat Markus (45 numer draftu 2011, Calgary Flames), który coraz częściej gra też na tej pozycji w klubie. Mocne wsparcie dadzą im zapewne doświadczeni na tym poziomie Jonas Donskoi (99 numer draftu 2010, Florida Panthers), Teemu Pulkkinen (111 numer draftu 2010, Detroit Red Wings), Miikka Salomaki (52 numer draftu 2011, Nashville Predators), którzy już teraz odgrywają bardzo ważne role w swoich klubach SM-liigi. Osobne zdanie należy się Joelowi Armii, jedyny poza starszym Granlundem fiński zawodnik tej reprezentacji, który został wybrany w pierwszej rundzie draftu do NHL (16 numer 2011, Buffalo Sabres) po słabszym początku sezonu wraca na właściwe tory i może być jedna z gwiazd imprezy. Przed rokiem w Buffalo nie zachwycił, ale wtedy jako 17-letni debiutant nieznający angielskiego, tłumnie oblegany przez dziennikarzy mógł tego wszystkiego nie wytrzymać. Teraz jest szansa, że będzie dużo lepiej. W cieniu znanych nazwisk kolegów pokaże się zjawiskowy Alexander Barkov junior. 16-letni środkowy o rewelacyjnych warunkach fizycznych z powodzeniem rywalizuje już z seniorami i obok Ristolainena uchodzi za największą nadzieję Finów na draft 2013. Niektórych dziwi pewnie brak w kadrze Teuvo Teravainena, młody gracz Jokeritu to najwyżej klasyfikowany prospekt występujący w Finlandii, jeśli chodzi o najbliższy draft, ale przy obecności wymienionych wyżej graczy zwyczajnie brakowałoby dla niego miejsca w top six, a do pełnienia ról w niższych liniach trener Helminen wolał zapewne graczy innego typu. Błyskotliwy, acz nie najmocniejszy fizycznie zawodnik może się więc skupić na mistrzostwach do lat 18 i wcale nie jest powiedziane, że nie zostanie wybrany w pierwszej rundzie najbliższego naboru do NHL. Finowie przez słaby finisz na zeszłorocznym turnieju trafili do bardzo trudnej grupy, zdystansowanie zamorskich potęg wydaje się być mało prawdopodobne, kluczowy dla tej ekipy będzie zapewne mecz grupowy z Czechami i ew. późniejszy ćwierćfinałowy, jeśli tam uda się zagrać najlepszy mecz powrót do najlepszej czwórki nie jest niemożliwy.
Kanada
Gospodarz, wielki faworyt i największa obecnie potęga tej kategorii wiekowej. Młodzi Kanadyjczycy na mistrzowskich imprezach do lat 20 nie schodzą z podium od 1998 roku, a zdarzało się, że i przez pięć kolejnych sezonów nie oddawali medalów z najcenniejszego kruszcu. Ostatnie dwie edycje mistrzostw kończyli jednak „tylko” ze srebrnym medalem, doznając bolesnych porażek najpierw ze Stanami Zjednoczonymi, a następnie z Rosją. Teraz na własnych lodowiskach w grę wchodzi tylko i wyłącznie złoto, rywale są jednak mocni i choć Kanadę stać na zrealizowanie założeń trzeba sobie też powiedzieć, że kłopotów w tej ekipie przed startem imprezy nie brakowało. Przede wszystkim nie jest to zespół bardzo doświadczony w tej kategorii wiekowej, jedynie czterech hokeistów pamięta przegrany finał sprzed roku. Są to: typowany do roli pierwszego bramkarza Mark Visentin (27 numer draftu 2010, Phoenix Coyotes) oraz napastnicy Brett Connolly (6 numer draftu 2010, Tampa Bay Lightning), Quinton Howden (25 numer draftu 2010, Florida Panthers) i mianowany kapitanem Jaden Schwartz (14 numer draftu 2010, St. Louis Blues). Oczywiście Kanada jako najbardziej hokejowo utalentowana nacja cierpi najbardziej na szybkim przechodzeniu młodych graczy z lig juniorskich do NHL. Gdyby nie obowiązki w najlepszej lidze świata szkoleniowiec kadry U20 Don Hay mógłby skorzystać z takich asów jak: Jeff Skinner, Tyler Seguin, Ryan Nugent – Hopkins czy Erik Gudbranson; a przecież gdyby nie decyzje Tampa Bay Lightning i Anaheim Ducks zwalniające z klubowych obowiązków Bretta Connolly’ego i Devante Smitha– Pelly’ego brak doświadczonych zawodników mógł być jeszcze bardziej widoczny. Mimo wszystko Kanada ze swoim hokejowym potencjałem powinna być w stanie znaleźć odpowiednich następców, tych szukano głównie wśród młodych graczy wybranych w ostatnim drafcie, którzy nie zdołali z marszu wskoczyć do swoich nowopoznanych ekip NHL. Tutaj warto wymienić przede wszystkim takie nazwiska jak: Jonathan Huberdeau (3 numer, Florida Panthers), Ryan Strome (5 numer, New York Islanders), Mark Scheifele (7 numer, Winnipeg Jets), jeśli chodzi o napastników oraz Dougie Hamilton (8 numer, Boston Bruins), Jamie Oleksiak (14 numer, Dallas Stars) w szeregach obronnych. Poza wspomnianymi już Connolly’m i Schwartzem z graczy, wybranych z wysokim numerem we wcześniejszym drafcie 2010 ostał się jeszcze ofensywnie nastawiony obrońca Brandon Gormley (13 numer, Phoenix Coyotes). Wracając do problemów to trzeba powiedzieć, że młodych Kanadyjczyków nie oszczędzały kontuzje. Z urazami zmagali się m.in. Huberdeau, Connolly, który ucierpiał w wewnętrznej gierce na campie oraz Howden, którego w kolejnym sparingu poturbował ten sam Connolly. W ostatecznie wybranym składzie aż trzech swoich młodych graczy ma Montreal Canadiens (Nathan Beaulieu, Michael Bournival, Brandan Gallagher). Po raz pierwszy od 30 lat w kadrze kanadyjskiej są też dwaj bracia, Dougie i Freddie Hamilton z Niagara IceDogs. W tegorocznej ekipie znalazło się też miejsce dla typowanego do najwyższych numerów w drafcie 2012 defensora Ryana Murray’a i 19-letniego Tannera Pearsona, który po tym jak w zeszłym roku nie został draftowany rozgrywa wyśmienity sezon w barwach Barrie Colts. Kanada na pewno zrobi wszystko żeby wygrać ten turniej przed własną publicznością i przerwać passę przegranych finałów, wiele o mocy tej ekipy dowiemy się już podczas grupowych starć z Finlandią i przede wszystkim z USA, ale przykład turnieju olimpijskiego w Vancouver pokazuje, że nie zawsze zwycięzca takiej konfrontacji musi być górą w dalszej części turnieju.
USA
Amerykanie przystępują do kolejnego mistrzowskiego turnieju do lat 20 w znakomitych nastrojach i z wielkimi nadziejami. W 2010 roku w Saskatoon było złoto, rok później u siebie w Buffalo brąz, dwa medale z rzędu młodzi hokeiści z USA zdobyli po raz pierwszy w swojej 35-letniej historii startów w tej imprezie. Teraz celem jest trzeci kolejny krążek. Ekipie trenera Deana Blaisa nie można odmówić doświadczenia, aż ośmiu graczy pamięta zeszłoroczny domowy turniej. Generalny menadżer ekipy Jim Johannson starał się dobrać zbalansowany skład, w którym każdy pełnić ma ściśle określoną rolę. Zaporą nie do przejścia dla rywali ma być wielce doświadczony w tej kategorii wiekowej goalkeeper Jack Campbell (numer 11 draftu 2010, Dallas Stars), dla którego będzie to już trzeci turniej mistrzowski. Za jego plecami na okazję do gry czekać będzie młodszy John Gibson (39 numer draftu 2011, Anaheim Ducks), który ma przede wszystkim zebrać doświadczenie na przyszłość. Wśród obrońców brąz sprzed roku mają w dorobku Jon Merril (38 numer draft 2010, New Jersey Devils) i Derek Forbort (15 numer draftu 2010, Los Angeles Kings). Ogromnym wzmocnieniem byłaby obecność innego medalisty Justina Faulka, tego jednak nie puściła jego ekipa NHL, Carolina Hurricanes. Wśród niedraftowanych jeszcze graczy znalazło się miejsce dla utalentowanego Jacoba Trouby z USHL, który jest mocnym kandydatem do wyboru w górnej połowie pierwszej rundy draftu 2012. O sile ognia decydować mają wybrani w pierwszej rundzie i mający doświadczenie z Buffalo: superstrzelec na poziomie WHL Emerson Etem (29 numer draftu 2010, Anaheim Ducks), środkowy Nick Bjugstad (numer 19 draftu 2010, Florida Panthers), Charlie Coyle (28 numer 2010, San Jose Sharks, prawa do gracza mają obecnie Minnesota Wild) oraz Austin Watson (18 numer draftu 2010, Nashville Predators). Za prawdziwego weterana ekipy można uznać Jasona Zuckera (59 numer draftu 2010, Minnesota Wild), który pamięta nie tylko trzecie miejsce sprzed roku, ale i złoto z Saskatoon. Wśród graczy ataku debiutujących w tej kategorii wiekowej warto wyróżnić J.T. Millera (15 numer draftu 2011, New York Rangers) oraz skrzydłowego Brandona Saada, który rozegrał dwa mecze bieżącego sezonu NHL w barwach Chicago Blackhawks, którzy wybrali go z 43 numerem draftu 2011. Z kolei w którejś z kolejnych rund najbliższego draftu wybrany może zostać Austin Czarnik, utalentowany gracz, acz obdarzony bardzo mizernymi warunkami fizycznymi. Amerykanie myślą co najmniej o powtórzeniu pozycji medalowej, choć na pewno chcieliby zagrać po roku przerwy w meczu o złoto, realną siłę tej ekipy poznamy w starciu grupowym z Kanadą, który może się okazać walką o automatyczne wejście do najlepszej czwórki.

