Podsumowanie fazy grupowej mistrzostw świata do lat 20 w Kanadzie

Tegoroczne mi­strzo­stwa świata ju­nio­rów w ka­na­dyj­skiej pro­win­cji Alberta po­woli wkra­czają w de­cy­du­jącą fazę. Najważniejsze do­piero przed nami, ale jako, że mamy już pierw­szych praw­dzi­wych bo­ha­te­rów i pierw­szych praw­dzi­wych prze­gra­nych nad­szedł czas na pod­su­mo­wa­nie tego wszyst­kiego, co wy­da­rzyło się w fa­zie grupowej.

 

 

Grupa A (Calgary)

Rywalizację w Scotiabank Saddledome na swoją ko­rzyść roz­strzy­gnęła re­pre­zen­ta­cja Szwecji, która w de­cy­du­ją­cym o awan­sie do pół­fi­nału bez ko­niecz­no­ści roz­gry­wa­nia do­dat­ko­wego spo­tka­nia star­ciu po­ko­nała po do­grywce Rosję, choć prze­gry­wała już 0:3. Reprezentacja „Trzech Koron” całe straty od­ro­biła w ostat­nich dwu­dzie­stu mi­nu­tach, a au­to­rem tra­fie­nia do­pro­wa­dza­ją­cego do re­misu na za­le­d­wie 40 se­kund przed koń­cową sy­reną  zo­stał Max Friberg. Podopieczni Rogera Ronnberga po­szli za cio­sem i w do­grywce de­cy­du­jącą bramkę do­ło­żył Joakim Nordstrom. Szwedzi w ca­łym spo­tka­niu od­dali aż 55 strza­łów na bramkę Andreia Vasilevskiego. Wcześniej zdo­łali wy­grać także po­zo­stałe trzy spo­tka­nia, choć do po­ko­na­nia Szwajcarów po­trzebna była se­ria rzu­tów kar­nych, którą roz­strzy­gnął Friberg. Prospekt Anaheim Ducks (5 runda dra­ftu 2011) wy­ra­sta na bo­ha­tera swo­jej ekipy. Jak do­tąd tra­fiał w każ­dym spo­tka­niu i po fa­zie gru­po­wej ma w do­robku aż 7 bra­mek. Szkoda tylko, że ci sami ki­bice ka­na­dyj­scy, któ­rzy wi­wa­to­wali po de­cy­du­ją­cym tra­fie­niu Nordstroma wcze­śniej wy­bu­czali tego sa­mego Friberga, gdy ten po koń­czą­cym mecz z Helwetami kar­nym za­pre­zen­to­wał efek­towną ra­dość w stylu Dave’a „Tigera” Williamsa, który na po­czątku lat 80 wy­stę­po­wał w bar­wach Vancouver Canucks. Ten młody chło­pak nie za­słu­żył na coś ta­kiego. Co do bro­nią­cych mi­strzow­skiego ty­tułu Rosjan to nie stra­cili oni rzecz ja­sna szans na złote me­dale, ale droga po nie stała się po po­rażce ze Szwecją dłuż­sza i trud­niej­sza. Na po­cie­sze­nie ki­bi­ców „Sbornej” wy­daje się, że ta ekipa, poza me­czem ze słabą Łotwą, nie po­ka­zała jesz­cze pełni swo­ich moż­li­wo­ści ofen­syw­nych, a do tego kunsz­tem zdą­żył już bły­snąć bram­karz Vasilevski. Co cie­kawe z czter­na­stu bra­mek, ja­kie Rosja za­apli­ko­wała Łoty­szom aż przy dzie­wię­ciu ma­czał palce ka­pi­tan Evgeni Kuznetsov (3G+6A), co dało mu drugą po­zy­cję w hi­sto­rii, je­śli cho­dzi o liczbę punk­tów zdo­by­tych przez jed­nego gra­cza w po­je­dyn­czym me­czu mi­strzostw świata do lat 20. Rekord jest za­le­d­wie o „oczko” lep­szy i od 1993 roku na­leży do słyn­nego Petera Forsberg, który nie miał wtedy li­to­ści dla mło­dych Japończyków. Typowany na nu­mer 1 naj­bliż­szego dra­ftu do NHL Nail Yakupov na ra­zie sku­pia się na ob­słu­gi­wa­niu ko­le­gów po­da­niami i po fa­zie gru­po­wej ma pięć asyst w czte­rech spo­tka­niach. Ogromne pre­ten­sje mogą mieć do sie­bie mło­dzi Szwajcarzy, w de­cy­du­ją­cym o awan­sie do czo­ło­wej szóstki im­prezy me­czu ze Słowacją pro­wa­dzili już 4:2, ale nasi po­łu­dniowi są­sie­dzi wbili im cztery gole w nie­całe pięć mi­nut fi­na­ło­wej trze­ciej ter­cji i ode­słali ich do grupy, która za­wal­czy o utrzy­ma­nie. Szwajcarów nie tłu­ma­czy ra­czej nie­obec­ność kon­tu­zjo­wa­nego w me­czu ze Szwecją li­dera dru­żyny Svena Bartschi’ego z Portland Winterhawks. Bohaterem Słowaków zo­stał au­tor hat-tricka Matus Chovan. „To wiel­kie zwy­cię­stwo dla na­szego ma­łego kraju” cie­szył się tre­ner Ernest Bokros. Słowacy po raz pierw­szy od 2009 roku nie będą mu­sieli wal­czyć o utrzy­ma­nie w eli­cie. Plan na ten tur­niej zo­stał już wy­ko­nany, ale dla­czego nie po­ku­sić się o jesz­cze wię­cej? Bez zwy­cię­stwa po­zo­stają Łoty­sze, któ­rzy choć po­le­gli sro­mot­nie z Rosją po­sta­wili się Szwajcarom (3:5), co po­zwala im z opty­mi­zmem przy­stę­po­wać do walki o utrzymanie.

 

 

Grupa B (Edmonton)

W Rexall Place su­we­ren­nie, od zwy­cię­stwa do zwy­cię­stwa, kro­czyli go­spo­da­rze tur­nieju. Młodzi Kanadyjczycy roz­bili m.in. na in­au­gu­ra­cję Finów, zwy­cię­ża­jąc aż 8:1. Najsmutniejszą wia­do­mo­ścią dla miej­sco­wych ki­bi­ców była z pew­no­ścią starta Devante Smitha – Pelly’ego. Twardy jak skała skrzy­dłowy, wy­po­ży­czony z Anaheim Ducks spe­cjal­nie na ten tur­niej, do­znał zła­ma­nia już w pierw­szym me­czu tur­nieju, kiedy to blo­ko­wał strzał jed­nego z Finów. Zamiast walki o me­dale, a po­tem po­wrotu do NHL czeka go te­raz co naj­mniej 4 ty­go­dnie prze­rwy od ho­keja. Póki co jego strata nie była od­czu­walna, ale to się może zmie­nić w me­czach z naj­sil­niej­szymi. Prawdziwego te­stu pod pre­sją nie za­znała też jesz­cze ka­na­dyj­ska obrona i bram­karz Mark Visentin. Póki co naj­więk­szą gwiazdą Kanady jest Mark Stone. Skrzydłowy Brandon Wheat Kings zo­stał wy­brany do­piero w szó­stej run­dzie dra­ftu 2010, ale w bie­żą­cej kam­pa­nii prze­wo­dzi ca­łej WHL pod wzglę­dem zdo­by­tych punk­tów. Na ra­zie po­twier­dza swoją klasę także na tur­nieju w Albercie, na któ­rym zgro­ma­dził jak do­tąd 7 goli i 2 asy­sty i jest współ­li­de­rem im­prezy pod wzglę­dem bra­mek i punk­tów. Dwa ob­li­cza w me­czach fazy gru­po­wej po­ka­zali Finowie. Po sro­mot­nej klę­sce w pierw­szym me­czu, w któ­rym to młoda obrona „Suomi” wy­glą­dała na zu­peł­nie za­gu­bioną, a po­nadto po po­tęż­nym ataku Boone Jennera stra­ciła swój fi­lar w po­staci Olli Maatty (opu­ścił lód z ob­ja­wami wstrzą­śnie­nia mó­zgu) przy­szły trzy zwy­cię­skie po­tyczki i otwie­ra­jąca bar­dzo cie­kawe per­spek­tywy druga po­zy­cja w gru­pie. Po me­czu z Kanadą wielu nie­zro­zu­miało de­cy­zji Raimo Helminena, który przez cały mecz trzy­mał w bramce Chrisa Gibsona, go­tu­jąc mu traumę w po­staci ośmiu stra­co­nych bra­mek. Jak się jed­nak oka­zało co­ach Finów wie­dział co robi, nie­ska­lany wy­soką po­rażką Sami Aittokallio oka­zał się klu­czową po­sta­cią w ar­cy­waż­nych spo­tka­niach: z Amerykanami, któ­rych osta­tecz­nie zła­mały dwa gole Joela Armii z trze­ciej ter­cji oraz z Czechami, które fiń­ski bram­karz za­koń­czył bez straty bramki. Drugi ze snaj­pe­rów ekipy „Suomi” Teemu Pulkkinen po­ka­zał co po­trafi w trze­ciej ter­cji spo­tka­nia z Danią (10:1), w któ­rej ustrze­lił aż cztery gole, czym wy­rów­nał osią­gnię­cie re­pre­zen­tanta Czechosłowacji Jana Vodily z 1979 roku. Powody do ra­do­ści mają i ju­nio­rzy z Czech z nie­sa­mo­wi­tym bram­ka­rzem Peterem Mrazkiem na czele. Mrazek no­szący rzadki dla bram­ka­rzy nu­mer 2 na ple­cach tur­niej za­czął od czy­stego konta prze­ciwko Danii, po­tem po­zwo­lił się po­ko­nać tylko pięć razy Kanadyjczykom, bro­niąc ko­le­gów od co naj­mniej ko­lej­nych pię­ciu goli, by wresz­cie ukraść cały show Amerykanom, bro­niąc wśród wi­wa­tu­ją­cej ka­na­dyj­skiej pu­blicz­no­ści 52 z 54 strza­łów, czym ska­zał ich na walkę o utrzy­ma­nie. Oczywiście na słowa uzna­nia za­słu­gują także jego ko­le­dzy, w tym Tomas Filippi, Tomas Hertl i Petr Holik, któ­rzy po­sta­rali się by brak Martina Frka nie był za bar­dzo od­czu­walny. W me­czu o dru­gie miej­sce w gru­pie nie udało się co prawda po­wstrzy­mać Finów (0:4), ale Czesi i tak mogą być z sie­bie za­do­wo­leni, bo po raz pierw­szy od trzech lat unikną ner­wo­wej walki o utrzy­ma­nie. Tylko wstyd i nie­zno­śna go­rycz po­rażki po­zo­staje eki­pie USA. Młodzi Amerykanie za­wie­dli na ca­łej li­nii i prze­gry­wa­jąc z Finami i Czechami ska­zali się na za­wsty­dza­jący obo­wią­zek gry o utrzy­ma­nie. Oczywiście nie ma mowy żeby spa­dli, ale na­wet praw­do­po­dobne trzy wy­so­kie wy­grane w tych me­czach nic nie zmie­nią, je­śli cho­dzi o ich ocenę w tym tur­nieju. Kiedy inni fa­wo­ryci do­piero go­tują się do naj­waż­niej­szych me­czów dla nich cała za­bawa już się wła­ści­wie skoń­czyła. Na ca­łej li­nii za­wio­dła obrona z Derekiem Forbortem i Jarredem Tinordim na czele. Na ich tle na cie­płe słowo za­słu­żył młody Jacob Trouba, który po­twier­dził swoje aspi­ra­cje do pierw­szej dzie­siątki naj­bliż­szego dra­ftu. Atutem tej ekipy miał być wielce do­świad­czony w tej ka­te­go­rii wie­ko­wej bram­karz Jack Campbell, ale i on za­grał po­ni­żej swo­ich moż­li­wo­ści. Jeśli do tego do­damy nie­moc strze­lecką w naj­waż­niej­szych mo­men­tach me­czów z Czechami i Finami oraz nie­umie­jęt­ność wy­ko­rzy­sta­nia gier w li­czeb­nej prze­wa­dze to nie można po­wie­dzieć, że Amerykanie nie za­słu­żyli na to, co ich spo­tkało. Na sa­mym dnie zgod­nie z ocze­ki­wa­niami mło­dzi Duńczycy, któ­rzy za­no­to­wali cztery po­rażki, tra­cąc aż 38 goli. Trzy dwu cy­frowe po­rażki po­ka­zują jak wiele jesz­cze pracy przed tą ekipą, która od­sta­wała od po­zo­sta­łej czwórki, ale jed­nak zdo­była po­kaźny ba­gaż do­świad­czeń i na ra­zie cie­szy się drob­nymi rze­czami w po­staci 6 bra­mek strze­lo­nych prze­ciw­ni­kom z naj­wyż­szej półki. „To było nie­sa­mo­wite do­świad­cze­nie zdo­być bramkę przed tak liczną pu­blicz­no­ścią, coś po­dob­nego do pięk­nego snu” mó­wił o swoim tra­fie­niu na 1:7 w me­czu z Kanadą duń­ski na­past­nik Nicolai Meyer. Dla jego ze­społu, po­dob­nie jak dla Łotwy naj­waż­niej­sza walka zwią­zana z po­zo­sta­niem w eli­cie tak na­prawdę do­piero się rozpoczyna.

 

 

Co da­lej?

Walka o me­dale, a także ta o za­cho­wa­nie sta­tusu ekipy z elity zo­sta­nie wzno­wiona 2 stycz­nia. Tego dnia od­będą się dwa ćwierć­fi­nały, w któ­rych to Finlandia za­gra ze Słowacją a Rosja z Czechami. Faworytów łatwo wska­zać, ale ekipy zza na­szej po­łu­dnio­wej gra­nicy mogą za­grać na lu­zie i nie można im od­bie­rać, choć odro­biny szans. Zwycięzcy zmie­rzą się od­po­wied­nio ze Szwecją i Kanadą już w naj­lep­szej czwórce. W czte­ro­ze­spo­ło­wej gru­pie wal­czą­cej o utrzy­ma­nie klu­czowe bę­dzie za­pewne za­pla­no­wane na 4 stycz­nia star­cie Danii z Łotwą, zwy­cięzca po­wi­nien po­zo­stać wśród dzie­się­ciu naj­lep­szych ekip U20 na ko­lejny rok.

 

Michał Radzicki

Autor — Michał Radzicki


stu­dent hi­sto­rii i pa­sjo­nat sportu. Hokejem na lo­dzie na do­bre za­ra­zi­ł się pod­czas oglą­da­nia IO w 1998 roku w Nagano, kiedy to po raz pierw­szy o me­dale olim­pij­skie wal­czyli wszy­scy naj­lepsi ho­ke­iści z NHL. Ki­bi­cuję Anaheim Ducks i re­pre­zen­ta­cji Finlandii, a jego ulu­bio­nym za­wod­ni­kiem jest Teemu Selanne.


  • TomaszKaszczuk

    Nim sam spró­buję pod­su­mo­wać grę wszyst­kich pię­ciu pro­spek­tów ulu­bio­nej or­ga­ni­za­cji na tym tur­nieju, mała dygresja. To wła­śnie Finów uwa­żam za swego ro­dzaju czar­nego ko­nia, gdyż zdaję so­bie sprawę iż ich czo­łowa for­ma­cja nie osią­gnęła jesz­cze maksimum. 

    Czesi rów­nież są mi bli­scy, ale ze­spół który mimo na­ka­zów sztabu tre­ner­skiego nie po­trafi się “uwol­nić” od czę­stego prze­sia­dy­wa­nia na ławce kar. Prawdopodobnie nie bę­dzie w sta­nie zdo­być ja­kie­go­kol­wiek medalu. 

    Szwecja tylko po­twier­dziła swoje aspi­ra­cje, a po­sia­da­jąc w skła­dzie jed­nego z naj­bar­dziej enig­ma­tycz­nych pro­spek­tów Czerwonych Skrzydeł na tej im­pre­zie (Backman). Może rzu­cić po­ważne wy­zwa­nie in­nym pretendentom.