Święto hokeja w Filadelfii

W piękny, wietrzny, po­nie­dział­kowy wie­czór, liga NHL miała swoje praw­dziwe święto — Winter Classic 2012. Mina cze­skiej le­gendy, Jaromira Jagra, w trak­cie od­gry­wa­nia hym­nów mó­wiła wszystko — Winter Classic to po pro­stu su­per sprawa i wiel­kie prze­ży­cie dla za­wod­ni­ków, czego zresztą nie ukry­wali w przed­me­czo­wych wy­wia­dach. Klasyczne ko­szulki, kla­syczny ubiór szta­bów szko­le­nio­wych, nie­sa­mo­wita oprawa — trzeba przy­znać, że Amerykanie są mi­strzami w tego typu wydarzeniach.

Spotkanie roz­po­częło się od wza­jem­nego ba­da­nia sił obu dru­żyn, lecz wraz z upły­wem pierw­szej ter­cji tempo me­czu przy­bie­rało na sile. Już w 5 mi­nu­cie, po fan­ta­stycz­nej asy­ście Scotta Hartnella, w sy­tu­acji sam na sam z Henrikiem Lundqvistem zna­lazł się Claude Giroux, jed­nakże szwedzki bram­karz fan­ta­stycz­nie obro­nił pra­wym par­ka­nem jego strzał. Minutę póź­niej w do­sko­na­łej sy­tu­acji zna­lazł się Marian Gaborik — sło­wacki na­past­nik mi­ni­mal­nie prze­strze­lił. Świetną asy­stą w tej sy­tu­acji po­pi­sał się sie­dzący (!) na lo­dzie Artiom Anisimow. W 13 mi­nu­cie me­czu kom­bi­na­cję po­dań za­wod­ni­ków Flyers za­koń­czył ato­mo­wym strza­łem Kimmo Timmonen — górą po­now­nie był Lundqvist łapiąc krą­żek do raka. Ataki Filadelfii nie usta­wały, a “Król Henryk” zwi­jał się jak w ukro­pie. Na 3 mi­nuty przed koń­cem pierw­szej od­słony raz jesz­cze uchro­nił swój ze­spół przed stratą gola bro­niąc strzał Jaromira Jagra w sy­tu­acji sam na sam. Rangers nie chcieli być dłużni i także szu­kali swo­jej szansy na otwo­rze­nie wy­niku spo­tka­nia. Tuż po sy­tu­acji Jagra, znów dał znać o so­bie duet Anisimow — Gaborik. Tym ra­zem po­da­wał Słowak, a strze­lał Rosjanin — bez efektu. Pierwsza ter­cja za­koń­czyła się więc wy­ni­kiem bez­bram­ko­wym, ale po­stawa obu dru­żyn da­wała na­dzieję na zna­ko­mite wi­do­wi­sko w na­stęp­nych 40 minutach.

Z hucz­nych za­po­wie­dzi wy­szło nie­wiele, bo­wiem dru­żyny wy­raź­nie spu­ściły z tonu na po­czątku dru­giej od­słony me­czu. O ile Flyers jesz­cze pró­bo­wali wy­kre­ować ja­kieś sy­tu­acje pod bramką Lundqvista, to Rangers zu­peł­nie “od­pu­ścili” ofen­sywę i skon­cen­tro­wali się na neu­tra­li­zo­wa­niu po­czy­nań ry­wali. Wszystko zmie­niło wzno­wie­nie w 32 mi­nu­cie i 26 se­kun­dzie. Dwudziestoletni Brayden Schenn wy­grał bu­lik w ter­cji Rangers, wy­co­fał krą­żek do Matta Carle, który zde­cy­do­wał się na strzał w kie­runku bramki ry­wali. Lundqvist od­bił krą­żek przed sie­bie (błąd!), do­padł do niego Schenn i wpa­ko­wał go do pu­stej bramki, zdo­by­wa­jąc swo­jego pierw­szego gola w li­dze NHL. Nie ma co, lep­szego mo­mentu nie mógł so­bie wy­brać — bli­sko 47 ty­sięcy osób na try­bu­nach, mi­liony przed te­le­wi­zo­rami na ca­łym świe­cie. Szacunek. Dwie mi­nuty póź­niej błąd Ryana McDonagh w ter­cji Flyers oka­zał się bar­dzo kosz­towny dla dru­żyny z Nowego Jorku. Krążek prze­chwy­cił Maxime Talbot i po­pę­dził z nim w kie­runku bramki Rangers, a na­stęp­nie zna­ko­mi­tym po­da­niem ob­słu­żył Claude’a Giroux. Ten zre­ha­bi­li­to­wał się za nie­po­wo­dze­nie w pierw­szej ter­cji i tym ra­zem pew­nie po­ko­nał Lundqvista. Dostać szyb­kie dwie bramki — to nie jest do­bry sce­na­riusz dla żad­nej dru­żyny. Sztuką jest szybko się pod­nieść po tym knock-downie. Rangers zro­bili to w spo­sób per­fek­cyjny. Trzydzieści se­kund po bramce Giroux za­mie­sza­nie w ter­cji neu­tral­nej wy­ko­rzy­stał Mike Rupp, wje­chał do ter­cji Flyers i moc­nym strza­łem z nad­garstka po­ko­nał Siergieja Bobrowskiego. Świę­tu­jąc gola Rupp do­pu­ścił się ma­łej pro­wo­ka­cji, ko­piu­jąc “cie­szynkę” Jaromira Jagra (sa­lut!). Po dwóch ter­cjach na ta­blicy wid­niał wy­nik 2–1 dla Flyers, a nad Citizens Bank Park po­ja­wiły się pierw­sze płatki śniegu, jesz­cze po­pra­wia­jąc i tak fan­ta­styczną sce­ne­rię tego widowiska.

Piękno ho­keja to za­sługa m.in. jego nie­prze­wi­dy­wal­no­ści. Gdy Flyers pro­wa­dzili 2–0, kto mógł spo­dzie­wać się, że 10 mi­nut czasu gry póź­niej będą prze­gry­wać 2–3? W trze­ciej mi­nu­cie III ter­cji Mike Rupp po raz ko­lejny bły­snął zna­ko­mitą formą i po raz drugi po­ko­nał Bobrowskiego (błąd bram­ka­rza Flyers, pu­ścił strzał przy “krót­kim” słupku”) wy­kań­cza­jąc kontrę Rangers. Natomiast 150 se­kund póź­niej Brad Richards do­bił strzał Brandona Dubinsky’ego i dał Rangers pro­wa­dze­nie. To był sta­now­czo za dużo dla tre­nera Flyers Petera Laviolette, który szybko zde­cy­do­wał się na czas dla swo­jej dru­żyny. Niestety, dla fa­nów Flyers, efek­tów tego po­cią­gnię­cia nie było. Rangers kon­tro­lo­wali spo­tka­nie i wy­da­wało się, że nic nie bę­dzie w sta­nie im za­szko­dzić. Na 90 se­kund przed koń­cem me­czu Laviolette zde­cy­do­wał się na ma­newr ze zdję­ciem bram­ka­rza. O mały włos, a jego po­su­nię­cie przy­nio­słoby efekty. W za­mie­sza­niu pod bramką Lundqvista, Ryan McDonagh przy­krył krą­żek rę­ka­wicą w polu bram­ko­wym, a zgod­nie z prze­pi­sami ta­kie prze­wi­nie­nie to au­to­ma­tyczny rzut karny dla dru­żyny prze­ciw­nej. Na 20 se­kund przed koń­cem oko w oko z Lundqvistem sta­nął Daniel Briere, lecz nie wy­ko­rzy­stał swo­jej szansy. Lundqvist po­pi­sał się bar­dzo do­brą in­ter­wen­cją i to wła­śnie on, obok Mike’a Ruppa był naj­ja­śniej­szą po­sta­cią tego me­czu. Po zna­ko­mi­tym spo­tka­niu, New York Rangers po­ko­nali Philadelphia Flyers 3:2. To byo praw­dziwe święto ho­keja w Filadelfii.

CIEKAWOSTKI:

- Jaromir Jagr w trak­cie pierw­szej ter­cji do­znał kon­tu­zji i prak­tycz­nie nie po­ja­wił się na lo­dzie w II i III tercji

- Po raz pierw­szy w tym se­zo­nie na lo­dzie po­ja­wił się Marc Staal — po­dob­nie jak jego brat Jordan, który rów­nież rok temu roz­po­czął se­zon od Winter Classic

- spo­tka­nie obej­rzało 46,967 widzów

wszyst­kie fo­to­gra­fie użyte w tym tek­ście na­leżą do: AP Photo/Matt Slocum

Wojciech Świerkot

Autor — Wojciech Świerkot


rocz­nik ’85, z wy­kształ­ce­nia po­li­to­log i dzien­ni­karz, za­wo­dowo zaj­muje się mar­ke­tin­giem, a jego naj­więk­szą pa­sją jest .….… ho­kej na lo­dzie — to tak w wiel­kim skró­cie. Prywatnie ki­bi­cuję KH Sanok i Toronto Maple Leafs.