
Oj działo się w miesiącu listopadzie w południowej Kalifornii. Ekipa Ducks przegrywała mecz za meczem, powszechnie oczekiwano zmian, ale tego, że najbardziej utytułowany szkoleniowiec w historii organizacji pożegna się ze swoim stanowiskiem i to niespełna godzinę po zwycięskim 4:1 meczu z Montreal Canadiens spodziewało się naprawdę niewielu. Randy’ego Carlyle’a nie uratowały ani świetne stosunki z generalnym menadżerem zespołu Bobem Murray’em, ani podpisany w trakcie poprzedniego sezonu nowy kontrakt, który miał obowiązywać aż do zakończenia sezonu 2013/2014.
Na drugim biegunie jest obecnie Bruce Boudreau, nowy szkoleniowiec Ducks, który jakieś 66 godzin wcześniej pożegnał się z funkcją trenera Washington Capitals. W czasach, gdy globalny kryzys wygląda zza każdego rogu znalezienie nowej, równie atrakcyjnej pracy w tak szybkim tempie to prawdziwy dar od losu. GM Ducks Bob Murray na zwołanej zaraz po pierwszym treningu nowego coacha z zespołem konferencji prasowej przyznał, że był z nim w kontakcie zaraz po tym jak przestał pełnić funkcję szkoleniowca „Stołecznych”. Ostatnio dużo było spekulacji na temat możliwości transferu którejś z wiodących postaci teamu z Anaheim, ale Murray zdecydował się ostatecznie na zmianę trenera i jakkolwiek byśmy tego nie oceniali w tym biznesie jest to naturalna kolej rzeczy.
Nim przyjrzymy się sylwetce nowego szkoleniowca Ducks nie sposób najpierw nie zacząć od kilku słów o tym ustępującym. Randy Carlyle spędził na tym stanowisku ponad sześć sezonów i jakkolwiek byśmy go nie oceniali w ostatnim czasie jego zasługi dla tej organizacji są ogromne. 55-latek rodem z Ontario poprowadził Ducks do pięciu z sześciu możliwych awansów do fazy play-off, w tym oczywiście także do zwycięstwa w Pacific Division (2007) i przede wszystkim do Pucharu Stanleya w tym samym sezonie. Jego całkowity bilans trenerski za ławką teamu z Orange County to 273 – 182 – 61 (58.8% zwycięstw), co jest najlepszym wynikiem w historii organizacji. Pod jego okiem tacy gracze jak Ryan Getzlaf czy Corey Perry stali się gwiazdami pierwszego formatu, to jego świetne relacje z Teemu Selanne sprawiły, że nadal możemy oglądać na lodzie genialnego Fina, ikonę tej organizacji. Carlyle to naprawdę świetny fachowiec i głęboko wierzę, że nie pozostanie długo na bezrobociu, bo z pewnością ciągle ma wiele do zaoferowania. Warto także dodać, że jego los podzielili dwaj asystenci Mike Foligno i Dave Farrish.
Sami gracze Ducks zgodnie powtarzali, że nagła zmiana sztabu szkoleniowego była dla nich sporym zaskoczeniem. Trudno oceniać to z naszej perspektywy, ale wydaje się, że przynajmniej niektórzy z nich gdzieś w głębi serca odetchnęli z ulgą, czując, iż ten układ już się wypalił. Najwięcej do powiedzenia o ustępującym szkoleniowcu miał rzecz jasna Teemu Selanne, obu łączyły bliskie stosunki, obaj znali się wszak jeszcze z czasów wspólnej gry w barwach Winnipeg Jets. Fin dziękował szkoleniowcowi za wszystkie wspólne lata dodając, że to jego wiara w to, że on może jeszcze powrócić skutecznie do tej ligi, po lokaucie i operacji kolana była dla niego bardzo ważna gdy zdecydował się kontynuować karierę. Dobre słowo na temat ustępującego mieli także pozostali, nie da się jednak ukryć, że tacy gracze jak Corey Perry, Bobby Ryan czy Jonas Hiller znieśli to lepiej od Teemu, mówiąc m.in., że zmiana nie zawsze musi wyjść na gorsze i że ostatnio Carlyle nie zawsze umiał dotrzeć do wszystkich graczy. Oczywiście teraz najważniejsza jest przyszłość i kibice mają prawo wymagać zdecydowanie lepszej postawy od wszystkich graczy, po zmianie szkoleniowca dla nich samych także kończą się wymówki i teraz trzeba będzie naprawdę pokazać swoją wartość.
Co możemy powiedzieć o nowym szkoleniowcu, który związał się z Ducks dwuletnią umową? 56-leti Boudreau szerszej publiczności znany jest przede wszystkim z pracy z pełną gwiazd ekipą Washington Capitals. Podczas słynnej serii HBO 24/7 przed meczem z Pittsburgh Penguins na otwartym stadionie dał się poznać jako wybuchowy gość, który dość bezpardonowo rzucał przekleństwami na lewo i prawo, gdy „Stołecznym” nie układała się gra. Nie może to jednak przysłonić jego atutów i osiągnięć. W sezonie 2007/2008 Boudreau zdobył nagrodę im. Jacka Adamsa dla najlepszego trenera ligi, a w kampanii 2009/2010 poprowadził popularnych „Caps” do President Trophy, pucharu dla najlepszej ekipy sezonu zasadniczego. Jego poprzedni zespół czterokrotnie wygrywał swoją dywizję, notując pod jego wodzą ponad 67% zwycięstw. Boudreau może się też pochwalić najszybszym osiągnięciem bariery 200 zwycięstw w nowej ligowej erze. Przed objęciem funkcji trenera Capitals spędził osiem sezonów za ławką trenerską klubów z AHL, co na pewno pomogło mu poznać dobrze specyfikę pracy z młodszymi zawodnikami, za co jest dość powszechnie chwalony. Podczas swojej kariery zawodniczej był bardzo ofensywnie nastawionym graczem i takiego samego nastawienia wymaga także od swoich podopiecznych, co jest kolejną dobrą informacją dla Ducks. Jego asystentami będą Brad Lauer, który odpowiadał m.in. za świetną grę w przewadze zespołu Syracuse Crunch w bieżącej kampanii oraz prawdopodobie Bob Woods, który pracował nad formą obrońców w czasach rządów Boudreau w ekipie z Waszyngtonu.
Podczas wspomnianej już konferencji prasowej Bruce Boudreau sprawiał wrażenie pewnego siebie i mówił, że wręcz nie może się już doczekać tego nowego, ekscytującego wyzwania. Niespodziewane zwolnienie powinno jeszcze bardziej wpłynąć na jego motywację i chęć udowodnienia czegoś całej lidze. Jego pierwszy przekaz do zawodników, których teraz w błyskawicznym tempie poznaje był jasny: ja w was wierzę i teraz to wy musicie ponownie uwierzyć w siebie. Postawa nowego trenera, jak również obecnego na spotkaniu z dziennikarzami GM Boba Murray’a mówi wyraźnie: nie ma mowy o żadnym tankowaniu, chcemy gonić czołową ósemkę nawet jeśli dystans do odrobienia jest naprawdę pokaźny. Zobaczymy co z tego wyniknie, ale obecni na pierwszych zajęciach przedstawiciele lokalnych mediów zgodnie przyznawali, że zawodnicy sprawiali lepsze wrażenie, było więcej luzu i uśmiechów, co jest także zrozumiałe w kontekście upragnionego od tak dawna zwycięstwa nad Canadiens. Pierwszym ruchem nowego coacha było przywrócenie do jednej linii Ryana, Getzlafa i Perry’ego, ten pierwszy przyznał później, że Bob Murray zapewnił go, że żadnego transferu na razie nie będzie, także wszystkie niepotrzebne plotki można już chyba oficjalnie zakończyć. W ekipie nastają nowe porządki, oby era Bruce’a Bpudreau kojarzyła nam się przede wszystkim ze zwycięstwami. Debiut już dziś, a rywal nie byle jaki, Philadelphia Flyers.