
W kolejnej części przyglądam się ofensywie i ciekawym pomysłom sztabu trenerskiego, na rozłożenie siły ognia z przodu. Okres przygotowawczy zbliża się do końca. Bowiem właśnie dziś ostatnim przeciwnikiem Czerwonych Skrzydeł w pre-season będzie zespół Pingwinów z Pittsburgha.
Teoretycznie powinno być najłatwiej omówić właśnie tą część składu. Trzon pozostał ten sam. Tego lata pożegnaliśmy Krisa Drapera oraz Mike’a Modano, którzy zdecydowali się odwiesić łyżwy, czym musieli zmartwić sporą dozę dziennikarzy twierdzącą permanentnie, że ten zespół jest za stary na powtórzenie sukcesów sprzed lat. Sentyment wzbudziło u mnie tylko odejście Drapera. Ostatniego aktywnego członka osławionej The Grind Line.
Pierwotnie sytuacja wyglądała następująco. Do 12 rosterowych graczy miał dołączyć Jan Mursak (także umowa one-way) i Cory Emmerton, który jeśli nie wywalczyłby sobie miejsca w big club zostałby zmuszony do powortu do Grand Rapids. Problem polegał na tym, że stał by się wtedy łatwym celem dla 29 pozostałych menedżerów drużyn w NHL. Analogiczna sytuacja miała miejsce rok temu, gdy przepychany przez tzw. waivers list, Mattias Ritola znalazł nowego pracodawcę w ekipie z Tampa Bay.
Czerwone Skrzydła podobnie jak w poprzedniej kampanii nie mogą narzekać na brak graczy, którzy przy odrobinie szczęścia mogą tylko poprawić swoje osiągnięcia. Paweł Dacjuk stracił jedną trzecią sezonu z powodu kontuzji różnych urazów. Johan Franzen trafił do siatki jedynie dwa razy w trakcie ostatnich 27 spotkań. Jiri Hudler z pewnością chciałby szybko zapomnieć o nieudanym powrocie zza Oceanu. Z chęcią popatrzyłbym także jak Valtteri Filppula wspina się na kolejny poziom. Krótko mówiąc jest sporo miejsca na pozytywne zmiany.
Henrik Zetterberg udowodnił, że jest w stanie być prawdziwym liderem tego zespołu. Danny Cleary w wieku 32 lat zdołał ustanowić nowy indywidualny standard jeśli chodzi o liczbę goli (26 trafień). Natomiast weterani tacy jak Tomas Holmstrom, czy Todd Bertuzzi nadal potrafią wesprzeć partnerów regularnie mieszcząc się w granicach 37–45 punktów. Co więcej tercet Patrick Eaves (13), Drew Miller (10), Darren Helm (12) osiągnęła dwucyfrowa liczbę strzelonych bramek. I to w drugiem sezonie z kolei.
Teraz do konkretów. Chciałbym przejść do omówienia najbardziej obiecujących pomysłów o których była mowa na początku.
Hudler-Dacjuk-Cleary
A więc próba zestawienia Rosjanina z dwoma zawodnikami, którzy potrafią sobie świetnie radzić w grze kombinacyjnej. To przede wszystkim szansa na znaczne poprawienie osiągnięć punktowych i skuteczności w przypadku Hudlera. Tylko dzięki obecności u boku Dacjuka zdołał złamać barierę 30 oczek w minionej kampanii. Podczas off-season Czech przez dwa i pół miesiąca współpracował z trenerem zawodników UFC — Jonathanem Chambersem. Zobaczymy, czy da to pożądane efekty w postaci większej dynamiki. Cleary to już sprawdzone nazwisko i jeśli tylko stan zdrowia pozwoli mu na rozegranie większej liczby spotkań to nawet zaciekła walka na bandach nie będzie wykluczona. Ostatecznie nikt w lidze nie może pochwalić się lepszym odbiorem krążka, niż miało to do tej pory miejsce w przypadku Dacjuka. Niestety problemem jest wspomniana podatność na urazy, co sprawia, że w takim zestawieniu gracze pojawili się na lodzie tylko dwukrotnie (starcia z PIT oraz PHI). Cleary odpoczywa od poprzedniego weekendu, choć podobno nie ma to związku ze skutkami uderzenia jego szczęki (podejrzenie wstrząśnienia mózgu) o kask Andreasa Lilji (PHI). Notabene byłego partnera z zespołu. Z kolei Dacjuk odpoczywa od zajęć na lodzie, po tym jak nadwyrężył mięśnie pleców na jednym z treningów w siłowni. Obaj mają jednak być gotowi do pierwszego starcia w sezonie przeciwko Senatorom z Ottawy (7 października).
Filppula-Zetterberg-Franzen
Oczywista próba wykrzesania czegoś więcej z rezerw jakie zdaje się posiadać 26-letni Fin. Przesunięcie na piórko grywającego do tej pory głównie na środku drugiego ataku, czy występujący z konieczności w trzeciej linii. Zostanie częściowo odciążony jeśli chodzi o zadania defensywne. Nie tylko kibice czekają na moment w którym Filppula będzie w stanie uzbierać przynajmniej 50 punktów i strzelić 20 bramek, a partnerów ma do tego znakomitych. Zetterberg to postać, której przedstawiać nie trzeba i jak sądzę przyszły kapitan drużyny. Lider punktowy z ostatniego sezonu i zdobywca min. Conn Smythe Trophy w 2008 roku. Franzen staje się powoli postacią enigmatyczną. Coraz częściej można odnieść wrażenie, że nie jest w 100% gotowy do gry, ale nie oszukujmy się. Ciężkie urazy wiązadeł w kolanach po jakich przyszło mu się podnieść skutecznie obniżają jego zdolność do konkurowania na najwyższym poziomie. Do tego dochodzi fakt częstego popadania w tzw. streak (obojętnie cold lub hot). Gdyby nie to, stanowiłby ścisłą czołówkę w kategorii power forward.
Nyquist-Emmerton-Brunnstrom
Mieszanka młodości z odrobiną doświadczenia. 22-letni Nyquist to najskuteczniejszy gracz po stronie Czerwonych Skrzydeł z wrześniowego turnieju prospektów (Traverse City) zaskarbiający sobie coraz większa rzeszę oddanych fanów. O jego wysokich umiejętnościach przekonał się choćby Brad Stuart na organizowanym kilka dni później (w tym samym miejscu) obozie właściwym ekipy, gdzie został dosłownie “objechany” przez młodziutkiego Szweda. Ciekawostką jest fakt, że do tej pory kojarzył się on raczej z dość nietypową ścieżką kariery. Spędzając trzy sezony w lokalnych Czarnych Niedźwiedziach z Maine (NCAA), gdzie pierwsze kroki na ścieżce do NHL stawiał obecnie pierwszy bramkarz drużyny James Howard. Emmerton zaprezentował się całkiem przyzwoicie i w moim odczuciu udowodnił swoją przydatność. Było solidnie: piękne dogrania, próby strzału, ale czegoś jednak brakowało. Zapewne skuteczności, czego nie można powiedzieć o Brunnstromie. W tym momencie zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby nie poważny uraz jakiego nabawił się w między czasie Jan Mursak (blisko trzy miesiące odpoczynku — złamanie kości w lewej kostce) to właśnie Szwed dołączyłby do drużyny kosztem 23-letniego Kanadyjczyka. Nic jednak nie jest przesądzone, a o ewentualnym podpisaniu kontraktu mam nadzieję usłyszymy w ciągu następnych kilkunastu godzin.
Chris Conner-Ryan Johnson-Patrick Eaves
Connera oraz Johnson to główni kontr kandydaci Brunnstroma w walce o miejsce w składzie. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że ani niemiłosiernie rzucany do różnych zdań przez trenera Mike’a Babcocka — Conner, ani weteran ponad 700 gier w NHL — Johnson nie zaskarbili mojego uznania. Nie wyróżniając się niczym specjalnym na lodzie. Czasami u ich boku pojawiał się Tomas Holmstrom, co tylko dowodzi słuszności postawionej przed chwilą tezy. Sytuacja Connera jest jednak zgoła odmienna. Niewysoki 27-latek ma w ręku podpisany kontrakt z klauzulą two-way i najpewniej wzmocni afiliację z Grand Rapids w lidze AHL. Tego “komfortu” nie ma Johnson, który w najbliższych godzinach powinien zostać zwolniony ze swojego kontraktu próbnego.
Tatar-Andersson-Ferraro
Na koniec krótka recenzja formacji, która może stanowić o sile na zapleczu, ale ma także spore aspiracje. W pierwszej kolejności mam na myśli wciąż bardzo młodziutkiego Tatara (20 lat) konsekwentnie zbierającego punkty u sztabu trenerskiego. Aktywny i cierpliwie czekający na szansę, aby zakotwiczyć na dłużej w big league (sezon 2010/11 — 1 gol w 9 meczach). 22-letni Andersson to nie tylko 188 cm wzrostu i dobra gra we własnej tercji obronnej, czy kole wznowień. To coraz częściej cichy bohater meczu. Tak było na turnieju prospektów, gdzie jako jeden z niewielu obok Nyquista potrafił trafiać do siatki rywali. NHL to póki co odległe marzenie, ale przecież wiara potrafi czynić cuda. Nie jest łatwo nosić na sobie takie nazwisko jak Ferraro i być synem zdobywcy ponad 400 bramek i blisko 900 punktów. Landon należy do tej grupy zawodników, którzy z powodu prześladujących ich kontuzji nie mogli w pełni rozwinąć skrzydeł. Tak właśnie było do tej pory w WHL (jedna z Kanadyjskich lig juniorskich), lecz pierwszy sezon na poziomie pro powinien odpowiedzieć na pytanie, czy kiedykolwiek będzie w stanie zbliżyć się do osiągnięć ojca




