Turniej w Sanoku zakończył się w ciepłe, sobotnie popołudnie — czas na kilka słów podsumowania, oraz nadrobienie zaległości związanych z rozgrywkami drugiego i trzeciego dnia turnieju. Zgodnie z przewidywaniami ekspertów, turniej wygrała drużyna z Rosji, na wyrost nazywana Rosją B (do składu B to jeszcze im bardzo daleko.…). Polacy zaskoczyli, i zajęli drugie miejsce — trzeba jednak wziąć poprawkę na pewne czynniki, ale o tym później.
Dzień II
Piątek rozpoczął się od meczu walecznych Holendrów z Rosją B. Reprezentacja “Pomarańczowych” prezentowała się bardzo dobrze przez pierwsze.….3 minuty meczu. Potem Rosjanie zaczęli co raz mocniej podkręcać tempo, po to aby w ciągu minuty zdobyć 2 bramki i praktycznie rozstrzygnąć mecz. Rosja B, niczym rasowy bokser, cierpliwie punktowała rywala. Licznik zdobytych goli zatrzymał się na 9. Co ciekawe, Holendrom udało się zdobyć honorową bramkę — przewagę 5 na 3 skutecznie wykończył Tony Demelinne. Mecz bez historii.
Wieczorem na tafli pojawiły się zespoły Polski i Ukrainy. Nasi reprezentanci od poczatku narzucili swój styl gry i nie pozwolili rywalom na wiele. Po dwóch tercjach biało-czerwoni prowadzili 6–1, i mecz był praktycznie rozstrzygnięty. Co prawda w trzeciej tercji Ukraińcy zerwali się do odrabiania strat i udało im się zmniejszyć prowadzenie Polaków do 3 goli — lecz na więcej nie było ich stać. Trzeba przyznać, że wygrana tercja przez Ukrainę, to raczej efekt słabości naszej kadry w tej części gry niż jakaś rewelacyjna postawa rywali. Na wyróżnienie w naszym zespole zasłużył Krzysztof Zapała, który był zdecydowanie najjaśniejszą postacią meczu. Brawo Krzysiek!
Dzień III
Dzień trzeci rozpoczął się od meczu o trzecie miejsce pomiędzy Holandią a Ukrainą. O tym spotkaniu wystarczy napisać, że się odbyło. Nuda, nuda, nuda. Oba zespoły chyba bardziej myślały o powrocie do domu niż o walce na lodzie. Z kronikarskiego obowiązku przypomnę, że Ukraina wygrała 3–0.
Finał turnieju to pojedynek pomiędzy Polską a Rosją B. Nasi zawodnicy rozpoczęli mecz grając, i myślę że tu nie przesadzę, na poziomie ligi KHL. Nie trwało to długo, ale przyjemnie zobaczyć naszych reprezentantów grających ostro, szybko, pomysłowo, odpowiedzialnie. To było naprawdę fajnych 9 minut. Potem coś pękło, a jedną z przyczyn była na pewno piękna bramka Aleksandra Rybakowa. Rosjanin potężnie uderzył z pierwszego krążka i Przemek Odrobny nawet nie zdążył zareagować. Tuż przed końcem pierwszej tercji Krysanow podwyższył na 2–0 i od tego momentu Rosjanie totalnie zdominowali wydarzenia na lodowisku. Stojąc na trybunie odniosłem wrażenie, że każdy nasz atak odbywa się z cichym przyzwoleniem Rosjan, którzy pozwalali nam na tyle, ile chcieli. W ostatniej odsłonie, przy stanie 5–0 gdy wszystko było już rozstrzygnięte, Polacy wykorzystali 2 błędy defensywy rosyjskiej i najpierw Damian Słaboń a następnie Mateusz Danieluk pokonali Ilię Proskuriakowa. Gdy na trybunach zaczęło robić się co raz głośniej, publiczność szybko uciszył najlepszy strzelec turnieju, Igor Musatow, który ustalił wynik spotkania strzelając 6 gola dla Rosjan.
Podsumowanie:
- drugie miejsce cieszy, choć jak pisałem wcześniej, musimy wziąć pod uwagę pewne czynniki. Zarówno Ukraińcy jak i Holendrzy na Mistrzostwa Świata przyjadą w dużo mocniejszych składach.
- Rosja B, będąca tak naprawdę 5–6 “garniturem” rosyjskiego hokeja, pokazała nam jak daleko jesteśmy od światowej czołówki. Strasznie dużo pracy przed naszą kadrą.
Co mi się nie podobało?
- ludzie, zostawcie te trąby/wuwuzele w domu. To jest dramat! To jest hokej a nie Puchar Świata w skokach! Byłem żazenowany rykiem trąb, zażenowany postawą starych facetów, którzy dmuchali w te plastikowe tuby jakby od tego zależało ich życie. Koszmar.
- w wielu miejscach widać było brak profesjonalizmu, który przejawiał się w małych, acz istotnych szczegółach. Dobrym przykładem są opóźnienia podczas odgrywania hymnów,słabe nagłośnienie, czy kartka “biuro prasowe” która wyglądała, delikatnie mówiąc, mało profesjonalnie.
- drodzy organizatorzy, nie wiem czy do prowadzenia zawodów w roli spikera trzeba mieć uprawnienia, ale jeśli nie — to trzeba jak najszybciej wymienić tego sanockiego. A przynajmniej nie dopuszczać go do imprez międzynarodowych. O ile fatalną znajomość języka angielskiego można jeszcze wybaczyć, to nagminne przekręcanie nazwisk zawodników jest karygodne.
- dlaczego nikt nie pomyślał, i nie zaproponował biletu “całodniowego”? Jaki był sens ustawiania stoisk gastronomicznych, skoro w przerwach między meczami i tak trzeba było opuścić halę? Kiedy kibice mieli pójść coś zjeść? W trakcie meczu? Bez sensu.
Ogólnie rzecz biorąc, turniej można zaliczyć do udanych — sportowo wyglądało to całkiem nieźle, na tyle nas obecnie stać. Organizacyjnie.… cóż, mogło być lepiej, ale tragedii nie było. Imprezę oceniam na mocną czwórkę.

