
Coraz mniej czasu dzieli nas od daty 27 lutego, czyli dnia w którym zamyka się transferowe okienko w bieżącym sezonie NHL. Okres poprzedzający bezpośrednio datę trade deadline to z zasady czas ekscytujący dla kibiców. To właśnie wtedy obserwujemy wzmożoną aktywność transferową swoich ulubionych ekip. Jedni robią wszystko by wzmocnić się przed decydującymi spotkaniami sezonu zasadniczego i wyczerpującą walką w play-off, inni, nie mając już szans na awans skrzętnie gromadzą wybory w drafcie czy obiecujących młodych zawodników.
Jednak czy rzeczywiście doczekamy się większych emocji i transferów z udziałem dużych nazwisk czy raczej wzorem ubiegłego roku czeka nas nuda i kilka marginalnych ruchów? Póki co bliżej do tej drugiej opcji, bo jak powiedział jeden z GM-ów nie za bardzo widać chętnych do sprzedaży i tak naprawdę poza nielicznymi wyjątkami (Blue Jackets) każdy łudzi się, że czołowa ósemka nie jest jeszcze stracona. Oczywiście za trzy tygodnie obrót spraw może się zmienić i tych skłonnych do handlu powinno być więcej, w każdym razie na to liczą kandydaci do czołowych miejsc i ich kibice.
Jedną z ekip, która raczej wystąpi w roli sprzedającego jest Carolina Hurricanes, a w jej składzie m.in. fiński napastnik Tuomo Ruutu, jeden z potencjalnych łakomych kąsków lutowego okresu transferowego. Ekipa z siedzibą w Raleigh, choć ostatnio spisuje się nieco lepiej nadal okupuje jedno z ostatnich miejsc Konferencji Wschodniej i ma ponad dziesięciopunktową stratę do ósmej pozycji. Wielce doświadczony generalny menadżer „Huraganów” Jim Rutherford ma już za sobą kilka decyzji. Nową czteroletnią umowę wartą 16 mln dolarów parafował olimpijczyk z Vancouver i jeden z liderów bloku defensywnego Tim Gleason. Za skromny zwrot do New Jersey Devils oddany został rozczarowujący Ukrainiec Alexei Ponikarovsky, a już wcześniej z Raleigh pożegnał się Tomas Kaberle – całkowita pomyłka Rutherforda z lipcowego okresu podpisywania wolnych zawodników.
Jednego z seniorów wśród GM-ów NHL z pewnością czeka jednak pracowity luty. Tacy gracze jak Jaroslav Spacek, Bryan Allen czy Tuomo Ruutu w lipcu staną się wolnymi agentami (UFA) a to oznacza, że jeśli nie ma się zamiaru zaoferować im nowych umów nadarza się ostatnia okazja, by dostać za nich całkiem niezły zwrot. Szczególnie dużą wartość powinien mieć 28-letni Fin, którym chciałbym się zająć trochę bliżej. Aktualny mistrz świata z Bratysławy znajduje się w ostatnim roku trzyletniej umowy gwarantującej mu 4.4 mln dolarów za bieżący sezon (cap hit 3.8 mln). W 54 spotkaniach kampanii 11/12 strzelił 16 goli i zanotował 27 punktów i choć rekordu punktowego kariery (54) raczej nie pobije to jest na dobrej drodze do zbliżenia się do swojego najlepszego dorobku strzeleckiego (26 goli w sezonie 08/09). Poza przyzwoitymi umiejętnościami ofensywnymi Ruutu gwarantuje też twardą, często bezpardonową walkę na bandach, nie unikanie ostrych starć i wszechstronność, jako że może grać zarówno na skrzydle jak i na środku ataku. Wśród wad wymienia się jego małe doświadczenie w play-off (16 spotkań w karierze, wszystkie w sezonie 08/09; 1G + 3A), ale wydaje się, że Fin to i tak jeden z najbardziej łakomych kąsków zbliżającego się trade deadline.

Tuomo może oczywiście pójść w ślady Gleasona i podpisać nową umowę z dotychczasowym pracodawcą już teraz lub też po zakończeniu sezonu. Problemem dla Rutherforda mogą być jednak oczekiwania finansowe Ruutu, który wchodzi w decydujący moment kariery i wydaje się, że jego kolejny kontrakt będzie umową jego życia. Plotki mówią, że Fin będzie oczekiwał około 5 mln za sezon gry, a Hurricanes jako ekipa z ograniczonym budżetem niekoniecznie będzie mogła sobie pozwolić na taki wydatek. Może więc lepiej sprzedać Ruutu, zwłaszcza, że po świetnych meczach w Bostonie i ostatnim przeciw LA jego wartość jest naprawdę wysoka. Doświadczony Rutherford na pewno nie zacznie negocjacji niżej niż wybór w pierwszej rundzie nadchodzącego draftu + przyzwoity prospekt, ale może z czasem obniży trochę oczekiwania, zwłaszcza jeśli będzie czuł, że nie da rady zatrzymać zawodnika na dłużej, no bo chętnych na jego usługi na pewno nie zabraknie.
Czy przed 27 lutym zobaczymy transfer z udziałem fińskiego zawodnika? Dużo będzie zależeć od niego samego. Jeśli uzna, że Carolina Hurricanes to najlepsze miejsce na dalsze kontynuowanie kariery być może obniży trochę swoje wymagania finansowe i pozostanie w Raleigh, co pewnie pozwoli mu też na wzięcie udziału w najbliższych MŚ, których gospodarzem będzie Finlandia. Na ten moment bardziej prawdopodobne wydaje mi się jednak odejście do jednego z „contenderów”, walka o Puchar, a w lipcu poszukiwanie umowy życia na rynku wolnych zawodników. Opcji dla takiego gracza jak Ruutu w najbliższym czasie brakować raczej nie będzie i to jak potoczy się jego dalsza kariera stanowi dla mnie jedną z najciekawszych zagadek najbliższych tygodni, a później może i także miesięcy.





